Archiwum kategorii ‘edukacja’

Minister Hall kopie dołki pod Tuskiem [2008-02-26, 08:19:30]

marzec 13, 2008

W wywiadzie udzielonym niedawno tygodnikowi „Polityka” premier Tusk stwierdził, że przygląda się ministrom swojego rządu i planuje zmiany w jego składzie. Pierwsza rekonstrukcja ma mieć miejsce w sierpniu, ale nie wiadomo jeszcze kogo będzie dotyczyć, bo na ten moment premier ma pełne zaufanie do każdego członka swojego gabinetu.

Jest to podejście dość ciekawe, ujawniające nadnaturalną zdolność premiera do widzenia z wyprzedzeniem tego co się zdarzy i to na dodatek do pewnego konkretnego terminu. Naprawdę robi wrażenie.

Oczywiście Donald Tusk dysponuje większą liczbą danych na temat swoich ludzi i może po prostu wie, że taki na ten przykład Grzegorz Schetyna maksymalnie dziesięć  miesięcy daje radę uczciwie pracować i po takim okresie czasu lepiej dać mu inną posadę. Naprawdę nie wiem i nie chcę nawet wnikać. Ważne, że ministrowie mają do sierpnia czas, by podpaść Tuskowi.

Przypomniałem sobie o tym dzisiaj, gdy przeczytałem streszczenie wywiadu, którego dziennikowi „Polska” udzieliła minister edukacji Katarzyna Hall. Stwierdza tam nie mniej ni więcej, że „nauczymy myśleć i wyciągać wnioski.”

Jeżeli to prawda, a nie mam powodu powątpiewać w słowa właścicielki komponowanej na garnku fryzury, to można przypuszczać, że dni nowego Giertycha są policzone.

Zakładając bowiem, że da radę dokonać wyczynu tego ambitnego do wyborów prezydenckich i tak wyedukowana młodzież będzie miała wtedy czynne prawo wyborcze, może fatalnie pokrzyżować prezydenckie ambicje swojego pryncypała. Łatwo bowiem sobie wyobrazić co się stanie, gdy do urn pójdą myślący i wyciągający wnioski młodzi obywatele…

Tak więc, gdybym miał obstawiać z którym ministrem w sierpniu się pożegnamy, stawiałbym właśnie na panią Katarzynę Hall.

Premier ma naprawdę szczęście, że sama minister edukacji tak paskudnie i naiwnie swój brak lojalności i chęć pokrzyżowania jego prezydenckich ambicji w niby zwyczajnym i niewinnym wywiadzie zdemaskowała.

Lewicowanie jak lewitowanie, czyli ogólnie o oderwaniu od rzeczywistości. Vol.1 [2007-11-10, 07:09:44]

listopad 10, 2007

Tytuł dzisiejszej notatki wymyśliłem już dawno. Było to w czasach gdy przeżywałem pierwsze zafascynowanie ideą konserwatywnego liberalizmu i jej piewcą Januszem Korwinem-Mikke.

Miałem wtedy naście lat i marzyłem o pisaniu, a szczytem fantazjowania była wizja mojego nazwiska na okładce “Najwyższego Czasu!”

Nie wiem czy niestety, ale nic z tego nie wyszło i zamiast zostać obiektem kpin piszących do poważnych gazet “prawdziwych” dziennikarzy i ewentualnych westchnień pryszczatych nastolatków marzących o zobaczeniu swojego nazwiska w fanzinie Korwina zająłem się nic nie robieniem, czyli zarabianiem pieniędzy.

Dopiero niedawno przypomniałem sobie o młodzieńczych ideałach i korzystając z dobrodziejstw Internetu postanowiłem spróbować coś pisać. Skutki tej decyzji można oglądać właśnie na tym blogu.

Wracając jednak do tematu. Chciałem, by pod takim wspólnym tytułem pojawiały się moje zapiski dotyczące absurdów socjalistycznego myślenia.

Jak już wiecie nic z tego nie wyszło, a sam tytuł wcale nie wydaje mi się teraz taki fajny, tym niemniej ze względów sentymentalnych i korzystając z wolnej soboty postanowiłem przedstawić dzisiaj pierwszą i (znając własny zapał i konsekwencję) zapewne ostatnią część tego cyklu. Poświęcę ją edukacji.

Lewicowanie jak lewitowanie, czyli ogólnie o oderwaniu od rzeczywistości. Vol. 1

W swojej karierze zawodowej miałem przyjemność przez pewien czas piastować funkcję urzędnika państwowego. Było to bardzo ważne doświadczenie dzięki któremu wiem teraz, że wolę chyba wykładać chemię w Biedronce niż przewalać te sterty papierów.
Oczywiście spłycam i generalizuje, ale nie chcę się teraz nad tym rozwodzić. Wystarczy chyba informacja, że ja się na urzędnika nie nadaję.

W każdym razie poznałem tam pewną starszą panią, która uśmiechała się miło do petentów i w chwilach gdy nie była zajęta mieszaniem tudzież siorbaniem pitej ze szklanki w koszyczku herbaty, zabawiała mnie opowieściami jak to drzewiej bywało.

Jej pasją była edukacja i powtarzana w kółko informacja, że co by złego na komunę nie mówić, to jedno na pewno im się udało: Każdy mógł zdobyć za darmo wykształcenie.
Nie chciałem wdawać się zbytnio w dyskusję na ten temat i wypominać, że nie tylko nie bezpłatnie, ale też nie wszyscy się w tych czasach tak łatwo edukowali, a i ofiar eksperymentu było całkiem sporo, czego pani magister naczelnik
urzędnik jest żywym przykładem.
Byłem młodym chłopcem i po prostu negować wspomnień starszej pani mi nie wypadało.

Pewnego razu jednak nie wytrzymałem i słysząc po raz kolejny, że co jak co, ale za komuny kto chciał szedł na wyższą uczelnię, zapytałem ją czy można powiedzieć, że to właśnie dzięki temu ustrojowi ludzie zdobywali wykształcenie.
Ponieważ w jej języku szybsze rąbanie łyżeczką o szklankę oznaczało potwierdzenie, zadałem kolejne pytanie na które już nie otrzymałem odpowiedzi.

Pani magister naczelnik urzędnik nie potrafiła stwierdzić, czy w związku z tym należy współczuć Amerykanom, Anglikom czy innym Francuzom, którzy edukacyjnego cudu realnego socjalizmu powojennej Polski nie doświadczyli.