Archiwum kategorii ‘fun’

Janusz Kaczmarek - bohater tragiczny [2008-03-11, 09:15:56]

marzec 13, 2008

Janusz Kaczmarek znów jest bohaterem mediów. Zawdzięczamy to stacji TVN24, którą podobnie jak Wyborczą interesuje prawda. Dążenie to objawia się na wiele sposobów, ale najbardziej reprezentatywnym wydaje się ten związany z dawaniem czasu antenowego osobom „kontrowersyjnym”.

Ostatnie słowo napisałem w cudzysłowie, ponieważ dobór tych nieszablonowych postaci wydaje się być nie tyle stronniczy, co po prostu dostosowany do niezmiennej tezy, że za wszystko co złe odpowiada Prawo i Sprawiedliwość. Znamienne przy tym jest to, że owo zło nie jest w jakiś konkretny sposób zdefiniowane, a więc nie opiera się na konkretnych przesłankach lecz raczej dość mglistych zarzutach, które mają tę istotną cechę, że przede wszystkim świetnie wpisują się w schemat palikotowego pytania:  „Czy Lech Kaczyński nadużywa alkoholu?”.

Nie inaczej było wczoraj, gdy gościem programu Teraz k… My! był właśnie były prokurator krajowy i szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Powiedział tam znamienne słowa: „Gdyby słuchano mnie na naradach u premiera Jarosława Kaczyńskiego, Barbara Blida nie popełniłaby samobójstwa.”
Sądzę, że warto je zapamiętać, bo dobrze pokazują do jakiego poziomu sprowadzona została telewizyjna debata. Wygląda bowiem na to, że można już wygłaszać  bez skrępowania wszystko, a nieweryfikowalność głoszonych poglądów nie jest żadną przeszkodą dla ich rozpowszechniania.

Zresztą, może niepotrzebnie się oburzam i jest to po prostu normalna reakcja człowieka, któremu postawiono dość poważne zarzuty i ma prawo bronić się w dowolny sposób? Tak, zdecydowanie Kaczmarek nie powiedział nic niestosownego. W końcu może faktycznie gdyby go posłuchano Barbara Blida nie popełniłaby samobójstwa?

W tym przypadku przerażające jest to, jak musi on się teraz czuć wiedząc, że jego słowa mogły uratować kobiecie życie. Czy wracając pamięcią do tych wydarzeń nie zadręcza się, że zabrakło mu stanowczości? Że być może wystarczyło przerwać radosną debatę mściwych i małostkowych kaczystów i krzyknąć: „Stop! Przestańcie! Przecież to straszne, co chcecie zrobić! Czy nie rozumiecie, że ona może odebrać sobie życie?”.

Tego typu myśli muszą krążyć po jego głowie i ja na jego miejscu na 100 procent czułbym się fatalnie. Na pewno też dręczyłyby mnie wyrzuty sumienia i jestem przekonany, że marnym pocieszenie byłoby to, że próbowałem coś zrobić. Cóż bowiem z tego, skoro finał był tak tragiczny?

Sądzę więc, że najwyższy już czas zdobyć się na empatię i wczuć się w położenie byłego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Zadajmy sobie sami teraz pytanie, czy aby na pewno należy targać jeszcze po sądach kogoś, kto zapewne tak bardzo cierpi?

Europa da się lubić [suplement] [2008-03-10, 13:25:41]

marzec 13, 2008

Nawiązując do zamieszczonego pod moją dzisiejszą notatką komentarza NEOspasmina postanowiłem napisać jeszcze coś o niczym. Oto kolejny tekst, który jest tak bez znaczenia, że nic do niego dodać nie można. Zapraszam :-)

- Halo, halo! Słyszysz mnie Grzesiu?

- Halo, halo. Witam. Co to za szum?

- A wiesz, lece sobie samolotem. Do USA.

- A to ciamkanie i siorbanie w tle?

- To elektorat. Właśnie podali posiłki.

- Nie możesz im powiedzieć, żeby zachowywali się kulturalniej?

- Daj spokój. Posyłam im płomienne uśmiechy. Sądzę, że moja obecność
tutaj dodaje im otuchy.

- Niewątpliwie… I będziesz tak już zawsze latał?

- Ja właśnie w tej sprawie…

- To znaczy?

- Potrafisz nasladować głos kaczora?

- W sensie kwa-kwa?

- Nie, czy potrafisz gadać jak kaczor?

- W sumie chyba dałbym radę.

- No to zbieraj się, skocz do budki telefonicznej i dzwoń do antyterorystów,
że na pokładzie jest bomba.

- Co?

- No rób jak ci mówię. Będzie zamieszanie i zatroskani o moje bezpieczeństwo
młodzi intelektualiści zrozumieją, że nie mogę więcej tak ryzykować w rejsowych
samolotach życia.

- Ale…

- Nie dyskutuj, tylko się zbieraj. Na wszelki wypadek przyklej sobie wąsy a la Putra,
nie pal w budce, nie urywaj słuchawki i przede wszystkim staraj się brzmieć jak kaczor.

Europa da się lubić [2008-03-10, 09:53:30]

marzec 13, 2008

Wzorem bratających się z ludem młodopolskich artystów, premier Donald Tusk poleciał do Stanów Zjednoczonych rejsowym samolotem. Media nie podają tej informacji, ale mam nadzieję, że korzystał z klasy ekonomicznej, bo ta biznesowa nie dość, że jest okupowana przez mających niewiele wspólnego ze zwykłymi ludźmi kapitalistami, to jeszcze kosztuje sporo grosza. A to nie jest przecież obojętne dla budżetu.

W każdym razie pomimo drobnych opóźnień związanych z fałszywym alarmem bombowym, nasz dzielny Wernyhora a rebour wylądował szczęśliwie i można mieć nadzieję, że wizyta w krainie hamburgera i coca-coli będzie owocna.
Wprawdzie trzeba będzie popracować nad odzyskaniem tych kilkuset wyborców, którzy dzięki oszczędnością premiera spędzili na lotnisku dodatkowe kilka godzin i mogą czuć do niego pewną nieuzasadnioną niechęć, to jednak pomimo tego zgrzytu wizyta przebiegnie równie dobrze jak ta w Moskwie, która zakończyła się przecież pełnym sukcesem.  

Najistotniejsza niewątpliwie jest sprawa tarczy, i  jak podaje Gazeta Wyborcza, “chodzi o więcej niż jedna wyrzutnia i o około 100 rakiet”, ewentualnie „chodzi nie więcej niż o kilka wyrzutni i sporo więcej niż sto rakiet”.
Przyznaję, że trudno się w tym połapać, ale ufam, że premier ma to rozpisane zgrabnie na karteczce, ewentualnie któryś z asystentów przygotował mu prezentację w Power Poincie, która na pewno zrobiłaby wielkie wrażenie na Bushu podkreślając, że Polacy nie gęsi i swoje komputery mają.

Tak, zdecydowanie mógłby być to gwóźdź programu i gdyby jeszcze Tusk korzystał z noszącego wyraźne ślady siekiery, ociekającego wodą laptopa, mógłby ubarwić swą opowieść o anegdotkę, jak to źle działo się w Polsce, gdy rządziła mniej intelektualnie wysublimowana i technicznie sprawna ekipa.

To wszystko jest jednak mało istotne, bo najważniejsza pozostaje odpowiedź na pytanie, czy prezydent Stanów Zjednoczonych czyta Wyborczą i wie, że kimkolwiek będzie jego następca, to wprawdzie nie tyle zrezygnuje z budowy tarczy, a co najwyżej ją ograniczy, to jednak Pentagon prawie na pewno zaproponuje nowemu prezydentowi rezygnację z jej budowy w Europie.

Jak donosi dalej naczelny organ antykaczystów, zamiast tego rozważone zostaną inne miejsca, na przykład Japonia, Izrael i Wielka Brytania, która jak powszechnie wiadomo czytelnikom tego periodyku, pomimo tunelu łączącego ją z kontynentem nie jest Europą. Podobnie zresztą jak Izrael, którego przedstawiciel(ka) Dana International wprawdzie zwyciężył(a) w Konkursie Piosenki Eurowizji, ale nawet moim zdaniem nie czyni to z tego państwa Europy. Na szczęście bez cienia wątpliwości Japonia leży gdzieś daleko na globusie.

W każdym razie mam nadzieję, że George W. Bush nie jest świadomy tych wszystkich niuansów i subtelności, więc nie będzie zbytnio maglował Donka przynajmniej z geografii.

Tak czy siak zwolennicy budowy u nas tarczy powinni trzymać kciuki za ignorancję amerykańskiego prezydenta, bo po lekturze dzisiejszej Wyborczej wydaje mi się, że jedyną szansą na realizację tego projektu będzie właśnie słaba wiedza o świecie Georgea W. Busha. Może faktycznie nie wie, że Polska leży w Europie?

Prawdziwych Hubertów H. już nie ma… [2008-03-07, 06:07:13]

marzec 13, 2008

Wczoraj miał miejsce bardzo nieprzyjemny incydent, który wprawdzie zapowiadał się całkiem interesująco, to jednak niestety przekształcił się szybko w niewartą wzmianki drobnostkę. Wszystko wydarzyło się podczas uroczystości wręczania przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego uczestnikom wydarzeń Marca ‘68 Orderów Odrodzenia Państwa.

Jeden z uhonorowanych, niejaki Bogdan Czajkowski odmówił przyjęcia odznaczenia. Do tego momentu było świetnie, zanosiło się bowiem na fascynujący protest wobec kaczystowskiego reżymu, którego symbolem jest nadal urzędujący prezydent, brat Jarosława. Ale im dalej w las, tym było gorzej.

W przedstawianych na gorąco newsach z tego incydentu czuć było atmosferę skandalu.  W powietrzu zdawało się wisieć pytanie: „Co on mu powiedział? Spieprzaj dziadu? Oby…”.

Ach, jakież byłoby to symboliczne! Pan Czajkowski nie jest wprawdzie bezdomnym, a tylko bezrobotnym, tym niemniej słowa takie na pewno dodałyby otuchy wszystkim oczekującym na cuda. Tak, zdecydowanie człowiek ten miał wczoraj szansę stać się nowym Hubertem H., idolem inteligenckiego elektoratu Platformy Obywatelskiej.

Niestety, szansę na swoje medialne pięć minut paskudnie zaprzepaścił. Zamiast bowiem wyjaśnić, że swoim odmownym gestem chciał pomścić zbezczeszczoną godność menela z dworca centralnego, albo przynajmniej zaprotestować przeciw niezaproszeniu  na uroczystość Adama Michnika, to wolał beknąć coś o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.

Stwierdził bowiem mniej więcej, że nie odbierając odznaczenia od prezydenta chciał także  zaprotestować wobec ignorowania opinii znacznej Polaków, którzy podobnie  jak on domagają się referendum na temat przyjęcia Traktatu Lizbońskiego.

Ani słowa o  kaczystach, Rydzyku, Macierewiczu. Nic. Z dużej chmury mały deszcz i tyle. A przecież powszechnie wiadomo, że sprawa ratyfikacji traktatu jest już przesądzona i naprawdę są ważniejsze sprawy w tym państwie, którymi mogą zająć się roztropnie i nowocześni obywatele. Eutanazja, in vitro, ekologia, prawa gejów. Do wyboru, do koloru. Takie są skutki tego, że Czajkowski jest bezrobotny, więc pewnie nie ma telewizora.

W każdym razie naprawdę szkoda, że mając szansę stać się sławnym, nieodpowiednim doborem słów tak ją zaprzepaścił i nie będzie miał już raczej okazji tak jak Hubert H. gościć w programach tefałenu. No cóż, sam sobie taki los zgotował.

Szkoda tylko, że nie pomyślał o zwykłych ludziach, którzy nie mogą przecież żyć tylko lekturą Niezbędnika Inteligenta i potrzebują od czasu do czasu idola zwyczajnego, a zarazem jak Hubert H. szczerego i prawdziwego.

PS Zupełnie poważnie i dla przypomnienia: „Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że Traktat Lizboński “będzie jeszcze na pewno przedmiotem bardzo poważnej dyskusji”. Podkreślił, że klub PiS nie podjął jeszcze decyzji, “co do głosowania w sprawie traktatu.”
Tak więc Panie Jarosławie: Niech Pan nie robi z siebie Donalda i dotrzyma słowa.

Czyżby zbyt dużo miłości? [2008-03-06, 12:01:09]

marzec 13, 2008

Według opublikowanego przez dzisiejszą „Rzeczpospolitą” sondażu, najbardziej wpływowymi osobami w Polsce są kolejno: premier Donald Tusk, prezydent Lech Kaczyński oraz były prezydent Lech Wałęsa. Na czwartym miejscu uplasował się znany ze swej niezależności i obiektywizmu Tomasz Lis.

Tak w każdym razie uważają ankietowani przez GfK Polonia obywatele stanowiący reprezentatywną próbkę społeczeństwa  nieczwartej RP. Można więc chyba swobodnie przyjąć, że tak sądzi tak zwany ogół.

Politolog Kazimierz Kik komentując te wyniki stwierdza, że ludzie wykazali się sporym realizmem, uznając za osoby o największych wpływach polityków obecnie sprawujących władzę: premiera i prezydenta.

Jeżeli ma on rację, to konstatacja ta jest dość niewesoła dla miłościwie nam panujących. Świadczy bowiem o tym, że obywatele nie widzą realnych zagrożeń, które czyhają na naszą młodą demokrację.

Już sam fakt, że Lech Kaczyński, człowiek rzucający bez przerwy kłody pod nogi reformatorskiej ekipie PO-PSL, znalazł się za Donaldem Tuskiem daje sporo do myślenia. Ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jak to bowiem możliwe, że antysemita i deprawator emerytek Rydzyk jest dopiero 10., niszczyciel laptopów Ziobro 14., szkolący agentów na lowelasów Kamiński 44., a złowrogiego i mściwego spiskowca Macierewicz nie ma nawet w pierwszej setce?

Przecież to ewidentny dowód na to, że mieszkańcy Polski żyją w jakiejś alternatywnej rzeczywistości nie dostrzegając sedna problemu, którym są przede wszystkim ci właśnie ludzie. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że społeczeństwo nie rozumie, jak wielkie wpływy mają nadal Kaczyści beztrosko zakładając sobie, że Ekipa Miłości Tuska ot tak sobie zwyczajnie i spokojnie jak gdyby nigdy nic rządzi . Przerażająca naiwność, naprawdę.

Bardzo dobrze więc się stało, że Rzeczpospolita opublikowała ten sondaż. Powinien dać on do myślenia koalicjantom PO-PSL i uświadomić, że trochę jednak przesadzili z tą propagandą sukcesu. Albowiem miłość miłością, lecz najważniejsze jest,  by elektorat zawsze pamiętał, jak silne i wpływowe są pewno z gruntu złe osoby. Czas więc ściągnąć z oczu różowe okulary i zobaczyć świat takim, jakim właśnie jest.

Biorąc to wszystko pod uwagę można się cieszyć, że LiD poprze pewoską poprawkę do ustawy medialnej i opanowana przez kaczystów, nieobiektywna TVP odejdzie w niebyt i przestanie wreszcie mącić ludziom w głowach.
Czym bowiem, jeżeli nie jej złowrogim wpływem można wytłumaczyć takie, a nie
inne wyniki tego badania opinii publicznej?

Niech więc reforma dzieje się. Jest nadzieja, że wtedy będzie nareszcie cudownie, bo wtedy bez przeszkód i ze wszystkich kanałów dowiemy się dlaczego i przez kogo jest wprawdzie miłościwie, ale jednak źle.

Minister Hall kopie dołki pod Tuskiem [2008-02-26, 08:19:30]

marzec 13, 2008

W wywiadzie udzielonym niedawno tygodnikowi „Polityka” premier Tusk stwierdził, że przygląda się ministrom swojego rządu i planuje zmiany w jego składzie. Pierwsza rekonstrukcja ma mieć miejsce w sierpniu, ale nie wiadomo jeszcze kogo będzie dotyczyć, bo na ten moment premier ma pełne zaufanie do każdego członka swojego gabinetu.

Jest to podejście dość ciekawe, ujawniające nadnaturalną zdolność premiera do widzenia z wyprzedzeniem tego co się zdarzy i to na dodatek do pewnego konkretnego terminu. Naprawdę robi wrażenie.

Oczywiście Donald Tusk dysponuje większą liczbą danych na temat swoich ludzi i może po prostu wie, że taki na ten przykład Grzegorz Schetyna maksymalnie dziesięć  miesięcy daje radę uczciwie pracować i po takim okresie czasu lepiej dać mu inną posadę. Naprawdę nie wiem i nie chcę nawet wnikać. Ważne, że ministrowie mają do sierpnia czas, by podpaść Tuskowi.

Przypomniałem sobie o tym dzisiaj, gdy przeczytałem streszczenie wywiadu, którego dziennikowi „Polska” udzieliła minister edukacji Katarzyna Hall. Stwierdza tam nie mniej ni więcej, że „nauczymy myśleć i wyciągać wnioski.”

Jeżeli to prawda, a nie mam powodu powątpiewać w słowa właścicielki komponowanej na garnku fryzury, to można przypuszczać, że dni nowego Giertycha są policzone.

Zakładając bowiem, że da radę dokonać wyczynu tego ambitnego do wyborów prezydenckich i tak wyedukowana młodzież będzie miała wtedy czynne prawo wyborcze, może fatalnie pokrzyżować prezydenckie ambicje swojego pryncypała. Łatwo bowiem sobie wyobrazić co się stanie, gdy do urn pójdą myślący i wyciągający wnioski młodzi obywatele…

Tak więc, gdybym miał obstawiać z którym ministrem w sierpniu się pożegnamy, stawiałbym właśnie na panią Katarzynę Hall.

Premier ma naprawdę szczęście, że sama minister edukacji tak paskudnie i naiwnie swój brak lojalności i chęć pokrzyżowania jego prezydenckich ambicji w niby zwyczajnym i niewinnym wywiadzie zdemaskowała.

Antoni M. jednoczy ponad podziałami [2008-02-21, 08:32:03]

marzec 13, 2008

Drogi pamiętniczku!

Nie pisałem kilka dni, bo żyłem w wielkim stresie i myśli moje rozbiegane nie mogły się zebrać nie tylko po to, by wyartykułować się na papierze, ale nawet tylko w tym celu, by wyrazić swą radość, że już sto dni ludzie rozumni nami rządzą.

Wszystko przez tego cholernego satelitę, który tak fruwa sobie bezpański i nie wiadomo, czy nie spadnie na mój domek zanim sztab kryzysowy zdąży zadzwonić i powiedzieć: „Hola, hola! Uciekajcie obywatelu! Imperialistyczny wynalazek szpiegowski zaraz bum w obejściu waszym niechybnie zrobi!”
Nic nie poradzę bowiem na to, że jakoś nie ufam kompetencjom ekipy cudaków w sprawach z czymkolwiek innym niż autopromocja związanych i satelita-widmo serce moje tak trwoży. Na szczęście dzisiaj udało mi się jakoś pozbierać i myśli w obszary teoretycznie spokojniejsze skierować.

Cóż to w kraju naszym twardą ręką konserwatywnych liberałów reformowanym się nie dzieje! Trybunał Stanu będą powoływać! Oczywiście w sprawie Antoniego Macierewicza, wroga podstawowego i sprawdzonego.
Miło jest patrzeć, jak zgodnie z powiedzeniem „zgoda buduje, niezgoda rujnuje” elity nasze polityczne - od LiD poprzez PSL po PO - zgodnie oburzenie święte na działania Szefa Kontrwywiadu Wojskowego kierują. Wprawdzie niespecjalnie można go przed Trybunałem Stanu postawić, ale przecież liczą się intencje i wspaniale widzieć, że patrioci z lewa do prawa wspólnym celem połączeni odrzucają precz wszelkie waśnie, spory i jak jeden mąż ojczyznę przed złym Antonim chcą chronić.

Bo że złym jest on człowiekiem nie ulega najmniejszej wątpliwości - wystarczy spojrzeć na te oczy czujne, co zamiast miłością się przepełnić i jeżeli już nie wzorem Beaty Sawickiej łzami broczyć, to chociaż romantycznie się rozbiec, podejrzliwie tylko otoczenie lustrują. Przyznacie, że każdy by się zdenerwował.
Co dopiero elity nasze, które tyle serca i troski wkładają w to, by miłość między Polakami zapanowała. Nie oszukujmy się - Macierewicz po prostu do koncepcji wirtualnego parku tematycznego „Irlandia Zwei” nie pasuje i powinno być nam przykro, że sam tego nie widzi i jątrzy, judzi, raporty nie na temat przygotowuje.

Och, gdyby sam odszedł, albo chociaż z Michałem Bonim, któremu sam premier przecież zaufał, swoje kroki konsultował. Ale on nic.

Nie dziwmy się więc, że wcale nie stojący po tej samej stronie co ZOMO, identycznie jak Amerykanie satelitę szpiegowskiego, odstrzelić chcą zgodnie pana Antoniego. Chyba, że ten wreszcie zrozumie, że w życiu najważniejsza jest nie władza, lecz miłość, a Polacy uwierzyli w jasną stronę życia i sam się zneutralizuje. Nawet wtedy niech jednak na cuda nie liczy, bo nie jest z właściwej opcji, by zasłużyć na miano beatyfikowanego.

Tezy do dzisiejszego orędzia [szkic] [2008-02-17, 09:11:57]

marzec 13, 2008
W sprawie utrzymującego się wysokiego poparcia społecznego:
Każdy cud musi znaleźć wytłumaczenie, inaczej jest nie do zniesienia. [Karel Čapek]

W sprawie braku projektów ustaw:
Największe cuda powstają w największej ciszy. [Wilhelm Raabe]

W sprawie opozycji:
Dla tych, którzy nie potrafią się dziwić, nie ma cudów.  [Marie von Ebner-Eschenbach]

W sprawie posła Palikota:
W każdym z nas drzemie pewna niezbadana sfera, która, jeśli dojdzie do głosu, jest w stanie czynić cuda. [Paulo Coelho]

W sprawie działań ministra Ćwiąkalskiego i J. Pitery:
Bezsilna wściekłość dokonuje cudów. [Stanisław Jerzy Lec]

W sprawie problemów służby zdrowia:
Jeśli już mam wierzyć w coś, czego nie widać, to wolałbym wierzyć w cuda niż w bakterie. [Karl Kraus]

W sprawie wielkomiejskiego, młodego, wykkształconego, dynamicznego i dobrze zarabiającego  elektoratu PO:
Inteligencja jest tą przyprawą, która z najpospolitszych rzeczy robi cuda. [Maria Dąbrowska]

Tezy jako nieadekwatne za namową doradców wykreślone:

Byłem świadkiem cudu, a jednak zastanawiałem się, czy przypadkiem nie tędy właśnie przechodzą na „tamtą stronę” wszyscy wariaci. [Jonathan Carroll]

Wielu kupowało i sprzedawało omamy i fałszywe cuda, oszukując głupią tłuszczę. [Leonardo da Vinci]

Puenta:

Miłość jest jak mydło, ubywa jej przy używaniu. [anonim]

Zupełnie niewiarygodna teoria spiskowa w biało-czerwone pasy [2008-02-14, 10:47:33]

luty 15, 2008

- Źle się dzieje w państwie Irlandzkim Endrju.

- O czym ty do mnie rozmawiasz, hę?

- Takie nawiązanie do klasyki, rolniku ty mój siłą od pługa oderwany. Myślałem, że jak już wlazłeś na salony, to coś tam wiedzy liznąłeś.

- Ty mi tu głowy nie zawracaj, tylko nawijaj o co ci chodzi. Wmieszaliście mnie w seks afery, z sejmu wytryniliście, same kłopoty. Myślisz że brylantynę tylko mam na głowie?

- Ja właśnie o tym Endrju drogi. Wiesz, że ja elektorat mam inteligencki, może niekoniecznie oczytany, ale w większości piśmienny. I ty dla niego złem jesteś wszelakim -  prymitywnym i ucieleśnionym.

- Ja? To Kaczor już nie wystarcza? Mało to my mu koło pióra narobili? Mnie zaś w to chcesz mieszać? Ani mi się śni.

- Właśnie w tym problem, że z Kaczorem nie do końca wypaliło. Parę wpadek mieliśmy. Julka się spaliła z raportem nie gorzej niż jej wozik, a w laptopy rozwalane młotkiem to już nawet najgłupsi z inteligencji naszej dzielnej wierzyć nie chcą. Jednym słowem wroga nam trzeba nowego, ale starego - sprawdzonego i zaufanego.

- I to niby ja mam być?

- No, swój człowiek jesteś. Nie wierz w to co mówią, że wy trzeci sort towarzyszy byliście. Rolę swoją dobrze wypełniałeś, a z taką gębą to i tak nigdy inteligenta Helsińskiej Fundacji byś nie zagrał. He, He.

- Nie pozwalasz se aby za wiele, co?

- Ciesz się, że miło się skończyło, bo plany były, żeby spektakularnie cię spuścić w niebyt. Mojej przenikliwości zawdzięczasz tylko, że bez więzienia się obyło.

- Ty mi tu bzdur nie opowiadaj, bo dobrze wiesz, że niejedno mogłem opowiedzieć. Takie taśmy prawdy bym wam zrobił, żeby się wam inteligenciki geszeftów na długo odechciało.

- Nie kłóćmy się o detale. Ważne, że zobowiązania masz i o nich pamiętaj. Ja tu jeszcze trochę rządze, więc nie strasz, bo jak się uprę, to cie nawet telewizja Trwam nie przygarnie i w kiciu na ścianie miedzianą łyżeczką będziesz  wyskrobywał swoje żale. Wole jednak po dobroci, z interesem w końcu przychodzę.

- Czyli co? Wracam do zabawy? Chłopów skrzyknąć? Poblokować drogi?

- No widzisz, bystry jesteś. Ja spokoju trochę potrzebuje, protestów kontrolowanych. Nie jakichś spontanicznych nawalanek, co ich się nie da już przemilczeć. Więcej w zaprzyjaźnionych stacjach czasu antenowego niż Owsiak ze swoją orkiestrą całą dostaniesz.

- Więc znowu mam być ten zły, co się go człowiek wykształcony brzydzi, reformy blokujący warchoł, przeszkoda na drodze do cudu i Irlandii nad Wisłą?

- Coś w tym stylu. Sam sobie możesz wybierać do woli. Świńskie górki, kurze dołki,  mnie to rybka. Ma być hucznie i prymitywnie, żeby na jakiś czas mi spokój z cudami dali. Dużo o krwiopijcach liberałach co już rządzili se pogadasz. Z Waldim rozmawiałem, możesz sobie też po nim pojechać, że zdradził polskiego rolnika, że panisko wielkie się zrobił. Używaj sobie do woli. Skończysz, jak ci powiem. Coś dostaniesz, a my sukces odtrąbimy.

- No dobra, a co niby konkretnie za to dostanę?

- No, do polityki wielkiej wrócisz jak nowonarodzony. Długi pospłacasz. Zobaczysz, będziesz zadowolony.

- Nie będzie targania po sądach?

- Tylko straszenie. Nic więcej. Trochę podymisz w prajm tajmie, a jak się temat znudzi, to może czas na konserwatywne odrodzenie nastąpi i Jasio Marysia do łask będzie przywrócony? No wiesz, wypaczenia, popełniliśmy trochę błędów, tralalala.

- Jak to? On?

- No, na twoim tle intelektualny aspekt jego powrotu będzie jeszcze bardziej podkreślony. W końcu za to nas kochają.

- A nie mógłbym tak chociaż trochę w lepszym świetle być przedstawiony?

- Wybij sobie to z głowy. Taki jesteś idealny, antyinteligencie ty mój buraczany. No już, zbieraj się na solarium, zboże do rozsypywania szykuj. Śpiesz się, masz tylko parę dni, bo my na tych ocenach z religii na świadectwach maturalnych już  ledwo-ledwo uwagę elit naszych skupiamy.

Trzema szczwacz troczy, dwiema szczuje, jednym straszy* [2008-02-10, 13:47:22]

luty 15, 2008

Na tajnym posiedzeniu Sejmu minister Ćwiąkalski ujawnił porażające dane na temat stosowania podsłuchów za rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Wprawdzie niektórzy drwiąc z tych sensacji próbują zbagatelizować poważny w końcu problem,  to jednak coś musi być na rzeczy. Powszechnie bowiem wiadomo, że za czasów reżimu PiS wszystko spadało, a tu z liczbą pluskiew jest wręcz odwrotnie…

Nie wolno więc tracić czujności i dlatego też ja, skromny obywatel, postanowiłem na miarę swoich możliwości także być pomocnym.

Poniżej udostępniam dane, które mogą okazać się niezastąpione, gdyby  minister czuł potrzebę odstrzelenia kogoś w sposób podobny i równie jak w przypadku ostatniego posiedzenia Sejmu oryginalny i lotny.

WAŻNIEJSZE ZWIERZĘTA ŁOWNE W POLSCE W 2007 ROKU
(stan na dzień 31.03.2007r.)

Łosie - 4759 sztuk
Daniele - 10882 sztuk
Muflony - 950 sztuk
Jelenie - 123038 sztuk
Sarny - 646006 sztuk
Dziki - 159268 sztuk
Lisy - 202740 sztuk
Zające - 498669 sztuk
Bażanty - 356780 sztuk
Kuropatwy - 365838 sztuk

Razem - 2368930 sztuk

Darz bór Ministrze!
Czuwaj!

*Cokolwiek to dokładnie znaczy, jest przysłowiem myśliwskim:
http://www.wklodyniec.republika.pl/obyczaje.html