Archiwum kategorii ‘bezpieczeństwo’

Ojczyznę kochać trzeba i szanować? [2008-03-13, 07:50:17]

marzec 13, 2008

Wczoraj w Sejmie odbyła się debata nad ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego. Warto zauważyć, że była to chyba jedna z pierwszych dyskusji w tym temacie relacjonowana szerzej przez media. Teoretycznie można by  powiedzieć, że lepiej późno niż wcale, ale jakoś niespecjalnie czuję się pocieszony, bo chociaż oczywiście bezgranicznie ufam patriotom z PO i LiD, którzy chcą Traktat ten bezwarunkowo przyklepać, to jednak wolałbym coś więcej o tym leku na całe zło wiedzieć.

No cóż, takie są skutki tego, że żyjemy w burzliwych czasach i tym samym media co chwilę zmuszone są zajmować się zmiażdżonymi laptopami, ustalaniem ojcostwa dziecka Białorusinki, pościgami za Krauze helikopterami czy wręcz pneumokokami, a więc sprawami nie mniej niż podpisanie jakiegoś tam traktatu istotnymi i ciekawymi. Wypada to zrozumieć i cieszyć się, że jako obywatele dostaliśmy przynajmniej tyle.

Przy okazji dyskusji w Sejmy miały miejsce jakieś protesty. Niestety, daleko im było do spontanicznych wybuchów społecznego niezadowolenia inicjowanych oddolnie za byłego reżimu, kiedy to na ulice wychodziły prawdziwe tłumy zdesperowanych młodych ludzi.

Wczoraj przy okazji Traktatu było zdecydowanie skromniej i nie bójmy się tego powiedzieć wprost, również mniej inteligencko. Starsze panie w swym klasyczny okryciu głowy, sprawiający wrażenie bezrobotnych właściciele niemodnych kurtek i dzierżonych w dłoni reklamówek, grożący laskami panowie po sześćdziesiątce, a nawet właściciele wąsów tak wyszukanych, że na ich tle nawet ten noszony przez Krzysztofa Putrę można nazwać modnym i stonowanym.

Jednym słowem protestowało środowisko Radia Maryja, o którym sam patriota Stefan Niesiołowski mówił, że jest sterowane przez Moskwę. Trudno więc się dziwić, że ten skromny wybuszek niezadowolenia społecznego potraktowano z lekkim przymrużeniem oka i nie zawracano sobie nim zbytnio głowy.  

Chciałem teraz napisać, że poprzez ten na siłę ironiczny przekaz powyżej miałem zamiar zwrócić uwagę czytelnika na to, że media po raz kolejny przemilczają i bagatelizują niezmiernie ważny dla przyszłości Polski temat. Że na naszych oczach dzieją się sprawy, które przesądzą o tym w jakim miejscu za klika lat się obudzimy. Że niezależnie od tego, czy przyjęcie Traktatu jest złym bądź dobrym rozwiązaniem, nie można ignorować tego zagadnienia i psim obowiązkiem mediów oraz polityków jest informowanie o tym społeczeństwa i na pewno nie jest tak, że wszyscy zgodnie są za jego ratyfikowaniem.

Chciałem, ale zreflektowałem się, że skłamałbym. Zastanowiłem się bowiem, czy aby na pewno którekolwiek ugrupowanie dobijało się ze swoim przesłaniem do obywateli? Czy była jakaś parta, która może pochwalić się tym, że starała się o czas antenowy, by przedyskutować temat Traktatu, ale ją ignorowano? A jeżeli nawet tak, to czy wykrzyczała swoje racje w Internecie, albo przynajmniej wyszła w tak zwany teren do swoich wyborców?
Szczerze bardzo wątpię. Z moich obserwacji wynika, że nic takiego nie miało miejsca. Smutne, ale prawdziwe.
Wczorajsza debata w Sejmie była więc adekwatna do tego, co wszystkie partie od lewa do prawa zrobiły w sprawie przekonania do swoich racji, była jeżeli nawet nie nieszczera, to tak samo nijaka.

Podobnie wygląda sprawa antyreferendalnych protestów. Tutaj też chciałem pokazać, że media musiały być stronnicze w swych relacjach, bo niemożliwym jest przecież, że protestowali tylko starsi ludzie.
I znów poczułem, że pisząc tak manipulowanie powinienem zarzucić nie środkom masowego przekazu, a sobie. Bowiem czy nie było faktycznie tak, że na ulice wyszła garstka ludzi związanych z Radiem Maryja? Że jeżeli nawet protestowali młodsi sympatycy UPR, to ich liczba była równie skromna i nie ma co się oszukiwać, że w jakiś drastyczny sposób wpłynęła na frekwencję?

Wydaje mi się, że tak właśnie było i biadolenie, że relacjonującym wszelkiej maści białe miasteczka tefałenom frekwencyjne ubóstwo nie przeszkadzało jest może prawdziwe, ale nieistotne. Albowiem tak jak z łatwością pięciuset kilku demonstrantów można nazwać ponad pół tysiącem, tak już niekoniecznie równie prosto jest „zmniejszyć” 5 tysięcy do kilkuset.
Prawda jest więc w tym przypadku również brutalna i mass media tylko bez ubarwień ją przedstawiły.

Wreszcie ostatnia sprawa. Czy ja sam zrobiłem cokolwiek, żeby móc z całym przekonaniem powiedzieć, że jestem zwolennikiem bądź przeciwnikiem Traktatu Lizbońskiego? Czy poza wyżalaniem się na blogu, jakie to wszystko niesprawiedliwe sam kiwnąłem chociaż palcem w tej sprawie? Obawiam się, że poza gębą tradycyjnie pełną frazesów niewiele miałem do powiedzenia.

Starając się spojrzeć teraz na to wszystko z boku mogę powiedzieć tylko, że jako społeczeństwo mamy gdzieś to, co dzieje się w naszym kraju i chyba dobrze, że w sprawie Traktatu nie będzie referendum.

Po prostu - jesteśmy traktowani adekwatnie do tego, co sami sobą reprezentujemy i jakie są nasze oczekiwania.

Tak więc mierni i bierni możemy sobie wspólnie „O radości iskro bogów”  teraz zaśpiewać.

Nie da się ukryć tarczy i czoła* [2008-02-25, 14:50:07]

marzec 13, 2008

Myślę, że najwyższy czas oswajać się z myślą, że proamerykański rząd Platformy Obywatelskiej nie doprowadzi jednak do powstania na terenie cudem przez sztab kryzysowy przed odłamkami szpiegowskiego satelity ocalonej  Rzeczpospolitej amerykańskiej tarczy antyrakietowej.

Zależnie od punktu widzenia jest to informacja dobra bądź zła. Dobra dla tej lewicującej części  elektoratu Platformy, która wie nie tylko, że Macierewicz ma złe spojrzenie i zatrudnia harcerzy, ale też sama troszczy się o Polskę tak bardzo, że bazując na wieloletnim doświadczeniu własnym pamięta, iż podstawą bezpieczeństwa i szczęścia osobistego jest robienie tego, co Rosja nam powie.

Zła natomiast dla konserwatywnego skrzydła PO, które ponoć istnieje oraz dla sporej części popierających PiS z tym jednak zastrzeżeniem, że to oszołomy i im się tylko wydaje, że tarcza w świecie pełnym miłości może mieć w ogóle znaczenie.

Jakkolwiek więc na problem patrzeć wychodzi na to, że nadwiślański ludek w swej kolektywnej większości ucieszy się na wieść, że dumni Polacy nie sprzedali się za grosze imperialistycznym Amerykanom.
A że faktycznie nie zamierzają tego zrobić  wynika moim zdaniem ze słów Premiera Miłości ™, którył rzekł dzisiaj w radiowych „Sygnałach Dnia”: “Powiem bardzo poważne słowa, ale nie widzę powodu, aby ukrywać to przed opinią publiczną: to nie jest tak, że instalacja będzie na pewno, a my może się doprosimy jakichś warunków. Albo będą nasze warunki i postulaty uwzględnione - w stopniu który podlega negocjacjom - albo nie będzie tej tarczy”.

Być może się mylę, ale moim zdaniem można odebrać to jako tak zwane przygotowanie gruntu pod wyjaśnienia jak to się stało, że nie dogadaliśmy się z Wujem Samem w sprawie postawienia na terenie Rzeczpospolitej tak niechętnie przez Rosjan tu widzianych niebezpiecznych zabawek.

Zupełnie szczerze - naprawdę chciałbym się mylić i już niedługo wirtualnie kajać się, a wręcz odszczekiwać to co dzisiaj napisałem i posypując głowę popiołem przyznać, że warto było twardo z Amerykanami negocjować. Oby tak się stało.

Tym niemniej na ten moment, opierając się na bardzo subiektywnych, przesyconych niechęcią do Tuska i jego ekipy uczuciach, widzę to właśnie w ten sposób, że rząd przygotowuje się do odpowiedniego „sprzedania” społeczeństwu informacji, że negocjacje zakończyły się fiaskiem.

Co ciekawe, raczej zupełnie niepotrzebnie się trudzi, bo rozumny elektorat Platformy w większości swej albo już jest przeciwko tarczy, albo jeszcze nie wie do końca, jak człowiek inteligentny kwestie bezpieczeństwa powinien rozumieć i chętnie przyjmie do wiadomości, że od początku o to właśnie chodziło. Trudno jest mi po prostu uwierzyć, że rząd odpowiednimi badaniami w tej sprawie nie dysponuje.

Zakładając więc wariant z mojego punktu widzenia dla Polski pesymistyczny (bo co mi z satysfakcji, że miałem rację) i faktycznie projekt tarczy antyrakietowej jest już uwalony, to w tych całych przygotowaniach do racjonalnego sprzedania mediom tego faktu o inną grupę docelową niż młoda i dynamiczna inteligencja musi chodzić.  Ta przecież tradycyjnie łyknie wszystko, co któryś dyżurny autorytet w tej sprawie powie i jest to raczej nie wiedza tajemna, a raczej tajemnica poliszynela. Dla kogo więc ta cała szopka? Czyżby jednak dla PiS?

Znaczyłoby to, że nie jest najgorzej i Donek wie, że cuda cudami, ale jednak jest jeszcze jakaś opozycja w tym kraju i trzeba się liczyć z tym, że wpływy WSI konkretnie ograniczone nie pozwalają już na to, by przy znikomym nakładzie pracy, czarując tylko w telewizorze pozwalać sobie na kompletną swawolę. Znaczyłoby to również, że Amerykanie naprawdę chcą tej tarczy i ich wpływy w tej części Europy nie do końca jeszcze zostały utrącone.

Brzmi przesadnie optymistycznie? Zapewne. Sam doskonale widzę, że strasznie naciągane to rozumowanie. Ale chyba wolno mieć jakąś cichą nadzieję? Szczególnie, że Czesi jeszcze w tym tygodniu finalizują umowę w sprawie tarczy w Waszyngtonie. Może więc jednak nie wszystko jest stracone?

*Przysłowie abisyńskie (średnio pasujące, ale co tam, brzmi uczenie ;-))

Pawlakowe szkice węglem

luty 8, 2008

Waldemar Pawlak jest żywą postacią nie tylko polskiej sceny politycznej ale też popkulturalnej. Szerszej widowni dał się poznać dzięki niezapomnianej roli w filmie Jacka Kurskiego „Nocna Zmiana”, gdzie u boku innej wschodzącej gwiazdy Donalda Tuska, w przekonujący sposób zagrał zatroskanego o losy młodej polskiej demokracji obywatela.

Niestety debiut niezauważony przez maintreamowe media przeszedł bez większego echa i gdyby nie serwis YouTube  oraz utwór Kultu “Lewy Czerwcowy”, mało kto o romansie z X muzą obecnego wicepremiera by pamiętał.

A naprawdę szkoda, bo choć porównanie do Bustera Keatona jest na pewno trochę przesadzone znać tam, że Pan Waldemar spory talent sceniczny posiada.

Długo można by opowiadać o licznych zaletach premiera rządu ocalenia antylustracyjnego; o drodze którą przeszedł od zestresowanego młodzieńca u boku zdecydowanie zgrabniejszej niż Jerzy Urban rzeczniczki rządu Ewy Wachowicz, po charyzmatycznego konserwatywnego liberała stawiającego odważnie czoła rozhisteryzowanym żonom protestujących górników.

Jego bardzo bogaty życiorys na pewno nie zmieściłby się w jednej teczce i nie ulega żadnej wątpliwości, że jest trochę takim naszym Strażakiem Samem ochoczo gaszącym sikawką ogniska zapalne wybuchające w coraz to nowych miejscach kraju.

Dlatego też z wielkim zaciekawieniem przeczytałem informację, że zielony wicepremier prawicowego rządu Tuska interesuje się również alternatywnymi źródłami energii i jego zdaniem poprzednie ekipy przywiązywały zbyt wielką wagę do dywersyfikacji źródeł dostaw gazu.

Stwierdził nawet, że “była skłonność do importu gazu z różnych kierunków, ale z zagranicy” i jak można mniemać, lepsze będą kierunki wewnętrzne. Dobre, bo Polskie innymi słowy.
Pawlak wyjaśnia dalej, że „”Gdyby te same pieniądze przeznaczyć na zgazowywanie węgla w Polsce - a jest to możliwe - to może się okazać, że mamy gazu pod dostatkiem z krajowych źródeł […]Bardzo jest ważne byśmy skupili się na rozwiązaniach, które nam dają rzeczywistą niezależność, rozwiązaniach wspierających także krajowe wydobycie”.

W każdym razie nie można już mieć wątpliwości, że bogate portfolio cudów obecnej ekipy nie obejmuje kontynuacji budowy terminala LNG w Świnoujściu i sprawy tzw. kontraktu norweskiego.

Słusznie, w końcu Polska węglem stoi i jak pisał niezapomniany i ponadczasowy Władysław Broniewski Węgiel ogrzeje, węgiel nakarmi,/z węgla nasz Wspólny Dom,/węgiel - to siła Ludowej Armii,/droga ku jasnym dniom.”

Szkoda więc byłoby marnować wielowiekową tradycję jego wydobycia i trwonić energię na jakiś terminal tudzież umowę z Norwegią, która na dodatek nie należy do Unii Europejskiej.

Można też pójść dalej i pomyśleć o wiatrakach albo doskonale sprawdzających  się przy produkcji etanolu krowich odchodach. Będzie modnie i ekologicznie, a w kraju rolniczym łajna na pewno nie zabraknie. Składowane na wzór węgla na hałdach sprawi, że Śląsk też stanie się choć trochę rolniczy.

Podsumowując, teraz już zupełnie poważnie: Radzę zapamiętać stanowisko Waldemara Pawlaka w sprawie dywersyfikacji źródeł dostaw energii. Jeżeli bowiem kiedyś tak się nieszczęśliwie złoży, że Rosja przykręci Polsce kurek, warto będzie spytać dzielnego strażaka na jakim etapie są prace z zagazowaniem węgla związane. Wprawdzie będzie już po tak zwanych ptokach, ale przynajmniej będziemy wiedzieć komu ten dobrobyt zawdzięczamy.