W ogonie Europy [9-07-11 07:30]

Na Wirtualnej Polsce od rana wisi niezmiernie ważne i nurtujące miliony Polaków pytanie, czy na legalizację małżeństw homoseksualnych się zgadzamy. 

Niestety, choć tak jak w przypadku parytetów na listach wyborczych dorośliśmy do demokracji, bo w sześćdziesięciu jeden procentach zgadzamy się, że bez pomocy ustawodawcy większość kobiet nie da sobie w polityce rady, tak w przypadku małżeństw gejów nie jesteśmy awangardą postępu, a wręcz z tyłu jak te ciamajdy jakieś pełzamy.
 
Tak, to naprawdę smutne.
 
Tylko czternaście procent obywateli chce, by jakiś Stefan, Sebastian, Zbigniew czy Sławomir mogli się parzyć i by przed urzędnikiem z łańcuchem na szyi sakramentalne „tak” dane im było uroczyście wypowiedzieć; a dodatkowo aż osiemdziesiąt siedem procent sprzeciwia się umożliwieniu kochającym tak-samo-tylko-trochę-inaczej przysposobienia sobie dzieci w sposób nietypowy dla tak wrażliwego taty i taty (mamy i mamy) spłodzonych.
 
Widać więc wyraźnie, że choć bardzo świeża aprobata dla parytetów rozbudzić mogła pewne nadzieje, to jednak test na homofobie wypadł zatrważająco i ostudzić musi zapał naiwnie wierzących, że bez konsekwentnego dokręcania śruby unijnych standardów sami z tego zaściankowego dołka wypełznąć damy radę.
 
Oczywiście pewnym wyjściem byłoby uznanie tego sondażu za nieważny i zlecenia tym razem przez wiarygodniejszą Wyborczą przebadania nowej, lepszej i bardziej reprezentacyjnej próbki na przykład gejów i lesbijek, ale czy aby na pewno powinno nam na tak demotywującej iluzji bycia Prawdziwymi Europejczykami ™ zależeć? 
 
A  może po prostu przestańmy wreszcie emocjonować się jakimiś idiotycznymi tematami zastępczymi typu dziura budżetowa, rosnące koszty utrzymania, bezrobocie, czy brak dróg i autostrad i zajmijmy się sobą?
 
Skoro miłość ważniejsza jest nawet niż władza, to czymże mogą być takie duperele?
 
Chyba czas już najwyższy się obudzić i zrozumieć, że gdybyśmy nawet miliony zarabiali i tysiąc kilometrów nowych dróg wybudowali, to i tak najważniejsze jest żwawsze, przełamujące własne opory i prawdziwie zaangażowane pedałowanie.

Tylko bowiem w ten sposób, choć powoli i tylko w okolice ogona, ale przynajmniej w słusznym kierunku i naprawdę do Europy się zbliżamy.


About this entry