Na parytety ludu roboczy! [2009-07-10 07:18]

Bardzo się ucieszyłem słysząc, że w hipotetycznej drugiej turze wyborów prezydenckich charyzmatyczna Jolanta Kwaśniewska pokonałaby pełnego ciepła Donalda Tuska swym słodkim jak beza i naturalnym jak aspartam wdziękiem.

Dowodzi to tego, że nasze inteligenckie społeczeństwo wyżej ceni nijakość płcie żeńskiej i tym samy uciąć należy wszelkie spekulacje czy aby na pewno idziemy ku Europie poprawnie i z postępem.
 
Niestety, sama prezenterka TNN Style kategorycznie zaprzecza możliwości ubiegania się o stolec po Kaczyńskim. Tym samym nasz młoda demokracja znów i niejako na starcie traci niepowtarzalną szansę, by wszystkim żyło się lepiej.
 
Wprawdzie mamy jeszcze nie w kij dmuchał Donalda, ale w tym momencie jest to mniej istotne.

Najważniejsze bowiem wydaje się rozwiązanie palącej kwestii równouprawnienia najpierw. Istotnej o tyle, że jak wynika z innego badania, aż sześćdziesiąt jeden procent Polaków jest za parytetem dla kobiet na listach wyborczych.

 
Logicznym zatem wydaje się, że i wyborach prezydenckich kobiety powinny stanowić przynajmniej pięćdziesiąt procent.
 
Stwarza to dość ciekawy problem tej natury, że chcąc być w zgodzie z postępem, faktycznie powinno się zagwarantować jakiejś pani udział w drugiej turze wyborów prezydenckich.
 
Najlepiej ustawowo, skoro nikt nie ma pewności, czy aby na pewno dorośliśmy do prawdziwych parytetów i sami z siebie, radośnie, gotowi jesteśmy tak zagłosować, by ostatecznie wybierać uczciwie i mądrze między Tuskiem/Olechowskim a jakimś mężczyzną płci odmiennej.
 
Zwłaszcza, że w pierwszej turze przewaga męskich szowinistycznych parzystokopytnych może być miażdżąca i bez realnego wsparcia ustawodawcy taka kruszyneczka, rodzyneczek płci pięknej może przepaść z kretesem i doszczętnie.
 
Dlatego uważam, że dla dobra Ojczyzny, pokazując Europie, że należymy do awangardy społeczeństw łapiących w lot jej ducha i śmiało idących z postępem, powinniśmy szybko ustalić listę pań mających aspiracje prezydenckie i sondując opinię sprawdzić, którą kochamy najwięcej!
 
Niewiasta taka automatycznie przechodziłaby do drugiej tury, gdzie zmierzyłaby się ostatecznie z wybranym równie uczciwie przedstawicielem płci męskiej.

A tam wreszcie, bez zbędnych ceregieli, ale z należną pompą i wdziękiem, my mężczyźni i kobiety – obywatele rozstrzygnęlibyśmy wspólnie i sprawiedliwie, czy Aleksander Kwaśniewski Pierwszą Damą, czy jednak Tusk powinien zostać prezydentem!


About this entry