Pomysł na Katharsis [10.02.2009 - 18:10]

Zapadło kilkanaście wyroków przeciwko Andrzejowi Czumie.

Taką informację przynoszą nam dzisiaj gazety. Niezależnie od tego, ile jest w tych doniesieniach prawdy i jak sprawa się ta zakończy, już teraz specom od tuskowego pijaru nie zazdroszczę roboty. W końcu akurat ta nominacja miała dowodzić, że wbrew pozorom w  PO są również orły, a nie tylko perliczki jakieś tudzież kiwi nieloty.

Jasną zatem jest sprawą już teraz, że wszelkie podejrzenia o niegodziwość osobnika teoretycznie przynajmniej wyróżniającego się na plus wśród tej trzody musi oznaczać kłopoty.
 
W związku z powyższym oraz z faktem, że nie chcemy przecież, żeby rząd utracił takiego asa jak pan Andrzej, powinniśmy zastanowić się wspólnie, jak go ratować.
Co powiedzieć, by nie odwrócił się od niego elektorat rozumny, jak odsunąć te podłe oskarżenia od niewinnej na mur-beton istoty?
 
Ze swojej strony proponuję na tę przykrą okoliczność przypomnieć biblijną przypowieść o rzucaniu kamieniem, względnie o belce w oku.
 
Mentorem umoralniająco-biadolącym mógłby zostać Sebastian Karpiniuk względnie sam Stefan Niesiołowski czy Komorowski. Dobrze, gdyby obrona ta odbyła się w jakimś szacownym miejscu. Na przykład w studiu TVN u Moniki Olejnik. 

Idealnie byłoby również, gdyby przekaz taki wzmocnił ktoś z offu. Dajmy na to poseł Wenderlich.
Ten, pomimo fizjonomii kojarzącej się ze znokautowanym w młodości na międzygminnych zawodach pierwszego kroku bokserskiego zawodnikiem, potrafi jednak snuć pięknie brzmiące anegdoty.
W każdym razie na pewno dodałby takim zabiegom wiarygodności oraz uroku.   

 
Oczywiście trzeba mieć świadomość, jakie taka zabawa niesie za sobą ryzyko. Przypowieści biblijne to nie przyjemne i łatwe miłosne bon moty i starty wynikające ze niezrozumienia treści mogą być ogromne. 

 

Tym niemniej warto chyba zaryzykować, bo chociaż eseldowska część elektoratu Platformy na pewno się zniesmaczy, to jednak jako partia nominalnie prawicowa PO ma pełne prawo ponawijać trochę w kaznodziejskim duchu. Po prostu per saldo może się opłacić. 

Przekaz taki, wzmocniony wyliczanką przestępstw popełnionych przez koalicjantów PiS z Samoobrony powinien przynieść pozytywne rezultaty.

 
To oczywiście tylko jedno z wielu rozwiązań. 

Można się jeszcze na przykład obrazić, wzbić ponad twierdząc, że nie będziemy się zniżać do takiego poziomu, napomknąć o spisku mediów, odświeżyć temat zdemolowanych wózków akumulatorowych i laptopów, albo nie wstydzić się  i śmiało poprosić Władysława Frasyniuka by stwierdził, że widziałby Andrzeja Czumę na pomniku.

 
Wyjść jest bez liku.
 
Jedno jest pewne, coś zrobić trzeba.
A gdyby wszelkie oklepane środki zawiodły, zawsze można sięgnąć do nieszablonowych, ale pewnych metod. W końcu czyjego serca nie poruszyłby dojrzały mężczyzna, który przed kamerami łka i rwie szaty?

About this entry