Premier dziękuje Radiu Maryja [2008-02-25, 08:48:30]
No tak. Wreszcie minęło sto dni rządu miłości Tuska i Pawlaka, której owocem jest wysokie, ponad pięćdziesięcioprocentowe zaufanie społeczne. To bardzo optymistyczna wiadomość, bo świadcząca o tym, że wystarczy odpowiednio dobierać akcenty w medialnych serwisach, a już lud nadwiślański cieszy się i raduje.
Szkoda, że nie wiedział o tym rząd Jarosława Kaczyńskiego, a szczególnie nie wziął sobie do serca słów Kissingera, że polityk, który idzie na wojnę z mediami, ma prawo napisać na swej wizytówce jedno słowo: idiota. Wprawdzie amerykański laureat Pokojowej Nagrody Nobla nie wyjaśnia, co ma zrobić polityk z którym media idą na wojnę i czy jego wizytówka również zasługuje na taki wpis, ale nie bądźmy zbyt drobiazgowi przyjmując, że liczą się skutki, a nie intencje. Najistotniejsze, że nowy premier o wielkim sercu i pełen osobistego ciepła wie, że przyjazne środki masowego przekazu są podstawą bezstresowego prowadzenia wirtualnej polityki miłosnych obietnic.
Obserwując w miarę na bieżąco ten trwający znacznie dłużej niż okrągłe sto dni radosny spektakl serdecznego poklepywania się po plechach niezależnych dziennikarzy z altruistycznymi politykami obecnie rządzącej ekipy, z rzadka tylko przeplatany zawistnymi uwagami opozycji sądziłem, że przesympatyczny i roztropny premier z Gdańska również tak to postrzega.
Z wielkim zdziwieniem przyjąłem więc jego słowa: „Proszę o więcej niezależnych i krytycznych sądów, bo przyznaję się także tutaj, przed Polakami – bez tej krytyki, tego twardego nastawienia opozycji nie bylibyśmy pewnie w stanie nieustannie kontrolować siebie samych tak skutecznie, jak do tej pory. Być może sami nie narzucilibyśmy sobie takiego tempa, jakie narzucają nam w imieniu Polaków niezależne media, niezależne ośrodki i partie opozycyjne.”
Mam tutaj na myśli szczególnie ostatnie zdanie i fragment poświęcony niezależnym mediom, bo długo głowiłem się, które to konkretnie premier nasz spracowany w kontekście niezależnych i krytycznych sądów może mieć na myśli.
Gazetę Wyborczą? TVN? Czy może TOK FM, by wspomnieć również o tych raczej niszowych? To raczej niemożliwe. W końcu jest realistą o otwartym na ludzi sercu i nie mógłby być tak cyniczny. W takim razie może publiczną telewizję i radio? Też niespecjalnie. Co więc pozostaje? Chyba tylko Radio Maryja, Telewizja Trwam i Nasz Dziennik, które na 100 procent nie pozytywnie nastawione do miłościwie nam panującego rządu cudaków. Piszę chyba, ponieważ wbrew powszechnej opinii o człowieku zbyt ograniczonym, by popierać PO albo chociaż LiD, niespecjalnie często śledzę okołorydzykowe media i pewności mieć nie mogę.
Tym niemniej wiem i bez tego, że mediom tym brakuje obiektywizmu i niekoniecznie polskiego, ale mimo wszystko patriotyzmu i nie czując konieczności dziejowej, atakują najbardziej rozkochany, a nie rozmodlony rząd w historii Rzeczpospolitej na pewno nie numer cztery.
Wspaniale więc wiedzieć, że premier Tusk dostrzega wagę krytyki, którą serwują mu związane z Ojcem Rydzykiem środki masowego przekazu.
Ciekawe tylko, jak czuje się sam Ojciec Dyrektor teraz już wiedząc, że tak stymulująco na wnuka żołnierza Wehrmachtu jego medialna machina działa ;-)

Żadnych komentarzy.
Jump to comment form | comment rss [?] | trackback uri [?]