Gdybym miał wymyślić coś bardzo absurdalnego, coś przy czym wymiękłyby nawet zapamiętane z wydawanych na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku „Skandali” drzewa-mutanty zjadające wieśniaków w Kambodży, nie wpadłbym chyba na siejącego strach satelitę-widmo. Owszem, może nawet rozważałbym coś w tym stylu, ale odrzuciłbym pomysł jako zbyt głupawy.
Okazuje się jednak, że bezpański satelita jest faktem i naprawdę istnieje szansa (pewnie jak jeden do miliona), że spadnie na terytorium Polski. Jeżeli tak się stanie, powstały krater proponuję otoczyć murem i napisać, że jest to nasz wkład awansem w tworzenie nowych odcinków Monthy Pythona. Obiecuję też, że sam co roku będę tam pielgrzymował.
Najważniejsze jednak jest to, że powinniśmy podziękować braciom Amerykanom za zbłąkanego satelitę, który doskonale pełni rolę balona próbnego pozwalającego zmierzyć stopień zidiocenia społeczeństwa polskiego. Jeżeli wiedzą już, a raczej muszą, że z jego powodu powołaliśmy sztab kryzysowy, a główne serwisy informacyjne zaczynały się od tego doniesienia i ponoć poważni politycy z rządu i opozycji na serio o tym deliberowali, to muszą pomyśleć, że w kraju nad Wisłą ewidentnie coś jest nie halo.
Jeżeli jeszcze dodadzą do tego, że mieli w planach postawić elementy tarczy antyrakietowej w państwie jak żywcem wyciętym z pure nonsensowej komedii, to sens wizyty w USA Wielce Czcigodnego Tuska stoi pod dużym znakiem zapytania.
Tłumaczenia, że ten satelita był prawdziwym zbawieniem spadającym nam z nieba, bo dzięki niemu ludzie nie zawracali sobie głowy sporem z Eureco czy limitami przyjęć na aplikacje prawnicze, a to tak poza tym jesteśmy poważni i przewidywalni, mogą napotkać na brak ich zrozumienia. Bowiem żarty żartami, Amerykanie też przecież kochają wszelkie show, ale do ch..a wafla są pewne granice jaj sobie robienia.
Dlatego uważam, że Donald Tusk powinien przesunąć w czasie wizytę w Stanach Zjednoczonych i najlepiej jeszcze dzisiaj ogłosić, że grożący Polsce Armagedonem satelita amerykański był przedmiotem tajnej części jego rozmów z Putinem i Rosjanie są gotowi nas przed nim bronić instalując na naszym terytorium za darmo tarczę antysatelitową.
Joachim Brudziński powie, że to absurd, Tadeusz Iwiński że zawsze warto rozmawiać, powoła się komisję w tej sprawie i miesiąc zleci, jak z bicza strzelił.
Moim zdaniem to całkiem prawdopodobny i jak na nasze warunki sensowny scenariusz działań.
Proszę, niech tak będzie, słowa złego onie powiem, nawet się nie skrzywię. Uważam się bowiem za uodpornionego, bo po wczorajszym dniu już chyba tylko kobieta z brodą może mnie zdziwić.