Archive for grudzień, 2007

Przebudzenie [2007-12-31, 09:16:00]

grudzień 31, 2007

Obudziłem się rano z dziwną i niepokojącą myślą. Przypuszczam, że wywołać ją musiał jakiś koszmar senny z którego się wyrwałem. Pamiętam z niego tylko pusty pokój i oskarżycielski palec wycelowany w moją stronę oraz głos mówiący: „To on się śmiał z twojego wąsa Bronisławie!”.

W każdym razie zaraz po przebudzeniu przyszła mi do głowy refleksja niemiła każdemu człowiekowi: A co, jeżeli się myliłem?

Nie mogę przecież udawać, że nie popierałem rządu Kaczyńskiego i wielokrotnie drwiłem z jego oponentów bezczelnie uznając swój punkt widzenia za właściwy.

Wąs Bronisława Komorowskiego jest tylko wierzchołkiem góry lodowej moich kiepskich drwin i niewysublimowanych ironii. Gorsze rzeczy pisałem przecież na tym blogu.

Byłem na tyle pozbawiony samodyscypliny myślowej, że nie przyjąłem do wiadomości faktu, który bez szemrania zaakceptowali inteligentniejsi wyborcy – Kaczyński złem jest samym, a Tusk jutrzenką nadziei, dobrem ucieleśnionym.

Załóżmy więc, że to faktycznie prawda. Oznacza to automatycznie, że media typu TVN i Gazeta Wyborcza wykazały się nie tylko przenikliwością, ale wręcz patriotyzmem nicość Kaczyńskich demaskując.

Zarzucanie więc im braku stronniczości jest być może nawet stwierdzeniem faktu, ale ich pobudki były przecież szlachetne i to jest najważniejsze.

Nie możemy bowiem się oszukiwać, że ludzie jako masa działają zawsze racjonalnie i istnieje coś takiego jak wyższa konieczność, a za tę można na pewno uznać interes narodowy.

Ten według wyżej wymienionych mediów wymagał obalenia rządu Kaczyńskiego.

Stało się więc coś dobrego i niemała w tym zasługa patriotów pokroju Wołka, Lisa, Żakowskiego, Olejnik, Pochanke. Wypadałoby więc im podziękować, bo dzięki ich przenikliwości i oddaniu Polsce obudziliśmy się z koszmaru, gdzie nad ranem policja przychodzi do niewinnych kobiet domu, nagrywa się rozmowy ministrów z altruistycznymi biznesmenami, a agenci uwodzą szlachetne posłanki.

To naprawdę sporo i dobrze, że wreszcie o tym pomyślałem. Więc może z nowym rokiem na właściwe tory się przestawię, powoli zmienię swe złe myślenie.

Jednym słowem po prostu dojrzeję, by zapuszczając wąsa a la Komorowski złożyć samokrytykę głośno i odważnie intonując:

Tusku musisz! My neofici goręcej nawet niż Dodę Cię kochamy! Tut-turut.

Co za dużo, to niezdrowo [2007-12-30, 09:21:26]

grudzień 30, 2007

Słyszałem kiedyś, że do statystycznego człowieka naszej ery, w ciągu zaledwie dwóch tygodni dociera taka ilość informacji, jaką przeciętny wieśniak w średniowieczu przyswajał przez cały swój żywot nie tyle nędzny, co krótki.

Niewątpliwie jest to możliwe nie tylko ze względu na brak tamtych czasach tefałenu dwadzieścia cztery, ale również fakt, że człowiek tamten niczym specjalnie więcej nie musiał się zajmować poza na przykład chadzaniem z krowami.

Zapewne teraz jest lepiej, bydło samo się pasie, mamy Internet i inne tego typu sprawy. Nie o tym jednak dzisiaj chciałem dywagować.

Najistotniejsze jest bowiem to, że zdecydowanie jesteśmy natłokiem informacji wręcz przygniatani.

Dlatego bardzo doceniam troskę o obywateli przepełnione bufory, którą wyraził Ziobro nasz nowy, lepszy, niezerowy – Pan Minister o jakże sympatycznej i wzbudzającej zaufanie, lekko tylko ospowatej twarzy.

Wprawdzie upiera się on, że opóźnienie w informacji o przesłuchaniu przez prokuraturę Ryszarda Karuzego i zwolnieniu z aresztu dwóch dyrektorów Centralnego Ośrodka Sportu było tylko niekorzystnym zbiegiem okoliczności, to ja mu nie wierzę.

Skąd ta skromność? Mamy w końcu teraz rząd lepszy, nowy, zaufaniem cieszący się wieloprocentowym.

A ludzie teraz tacy zaganiani, po co im jeszcze dodatkowo głowę zawracać zbędnymi duperelami? To z troski o nas Pan Minister to zrobił i naprawdę nie rozumiem po co to całe krygowanie.

Julia prześledziła bilingi, Małysz skacze, policja konfiskuje tony nielegalnych fajerwerków - naprawdę masa tego się dzieje.
Słuszną więc ma więc linie nasz Minister, że tak troszczy się o skołowaciałych od nadmiaru medialnej papki obywateli. Jeszcze tego brakowało, żebyby im się w głowach pomieszało i w przyszłości źle by nie daj Boże zagłosowali.

Plan na przyszły rok [2007-12-29, 08:36:02]

grudzień 29, 2007

Nie jest już chyba dla nikogo tajemnicą, że obiecany cud raczej się nie ziści.

Oczywiście można jeszcze dywagować, co przez to pojęcie inteligent powinien rozumieć i pod definicję podpinać dowolne wydarzenia typu łagodna zima, wyhodowanie pieczarki giganta przez rolnika z Sulechowa, czy ósmy tydzień bez papierosa pani minister zdrowia.

Nie o to jednak chyba chodzi, bo podtrzymywanie entuzjazmu młodej inteligencji wymaga zdecydowanie większych nakładów finansowych. Nie samym Niezbędnikiem Inteligenta, Dodą i Szkłem kontaktowym żyje przecież człowiek.

Skoro więc chleb drożeje, igrzyska trzeba organizować nie patrząc na koszty.

Pierwszy spektakl pt. Śmierć Barbary Blidy wypełni raczej nie więcej niż pierwszy kwartał przyszłego roku. Nie dociągnie się jednak na nim do wyborów prezydenckich, a przecież nie można pozwolić, by powstała nisza. Dlatego zastanawiam się, co ciekawego ku uciesze gawiedzi nas jeszcze czeka.

Rozwiązanie CBA? Temat raczej trudny, niemedialny. Chyba, że wyeksponuje się tajną instrukcję Kamińskiego dla agentów, że w ramach samodoskonalenia zawodowego mają się zapisywać na kursy do Wyższej Szkoły Podrywu i Skutecznego Uwodzenia. Sprawie smaczku dodałby fakt, że zajęcia odbywały się za państwowe pieniądze i w godzinach pracy, a wykłady prowadził na przykład Artur Zawisza na zmianę z Eugeniuszem Kłopotkiem. Nago.

To elektorat mógłby kupić. W końcu sam redaktor Sianecki niejako puentując temat Beaty Sawickiej, pokazał kolesia zajęcia tego typu prowadzącego, a i Kazimiera Szczuka też coś o tym w radiowej trójce mówiła. Może więc przejdzie. Ale to znowu miesiąc, góra dwa. Zostaje cała masa czasu do wypełnienia.

Nie mam mówiąc szczerze pomysłu. Jedyne, co teraz jeszcze przychodzi mi do głowy to uświadamiająca akcja medialna tefałenu pod tytułem:

Rosyjscy naukowcy dowodzą, że tarcza antyrakietowa wywołuje raka mózgu i do szaleństwa doprowadza krowy.

Temat na czasie i rozwojowy, bo można wyeksponowac również fakt, że naszej służby zdrowia nie stać na leczenie wywołanych przez mordercze fale radiowe dolegliwości głowy.

Jakkolwiek by było, nie lękajcie się.
Zapowiada się wprawdzie groteskowo, ale jednak wesoło.
Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas.

Cała nadzieja w crackerach [2007-12-28, 09:14:54]

grudzień 28, 2007

Dzisiejsza notatka inspirowana jest wywiadem, który przed godziną ósmą rano przeprowadził w radiu TOK FM kompan niezależnych dziennikarzy Wołka i Lisa - Żakowski Jacek.

 

Tematem rozmowy było finansowanie służby zdrowia, więc jak łatwo się domyślić gościem nie był członek koalicyjnej partii Kłopotek, ale sama minister Ewa Kopacz.

 

Rozmowa prowadzona była na bardzo wysokim poziomie wynikającym zarówno z wyboru stacji, jak i też samej osoby prowadzącego – istoty wybitnie inteligentnej,  jak pana Jacka  minister nazwać raczyła.

 

Przenikliwość rozmówców wychodziła z każdym zdaniem, a jej kulminacją było stwierdzenie, że nie ma wystarczających funduszy na finansowanie służby zdrowia.

 

Rzecz jasna nie trzeba mieć klasy i iq porucznika Borewicza by sobie dośpiewać, że jest to efektem zaniedbań z czasów dyktatury premiera Kaczyńskiego, a na dodatek chciwi lekarze tylko rzucają kłody pod nogi naszym altruistycznym liberałom.

 

Jakkolwiek nie patrzeć jest źle, a żądania finansowe konowałów są przesadzone, bo ich zawód to misja i inne terefere.

 

Pointa rozmowy, że cudu nie będzie mogła zaskoczyć najwyżej młodą peowską inteligencję, ale ja przyznam nieskromnie, że chociaż niejako z definicji jestem głupszy, to tym razem wcale zdziwiony nie byłem.

Zaczynam się tylko martwić, czy entuzjazm elity naszego społeczeństwa aby nie osłabnie, bo nie samym Szkłem Kontaktowym żyje przecież człowiek.

 

W końcu jakiś złośliwiec może znienacka zapytać, który punkt programu PO (poza raczej niezapisanym odsuwaniem PiS od władzy) jest realizowany.

 

Wprawdzie Dziennikarz Roku wyjaśnił mi właśnie, że Polacy ostatnio zagłosowali za tym jaka Polska NIE ma być, ale chociażby ze względu na lepsze garnitury Tusk to nie Kononowicz i można chyba jednak oczekiwać czegoś bardziej konstruktywnego. Na wszelki wypadek radzę więc znaleźć winnego.

 

Niebywała okazja nadarzyła się właśnie teraz. Aresztowano bowiem crackerów, którzy specjalizowali się we włamywaniu się na strony internetowe instytucji oraz osób publicznych i zmienianie ich zawartości.

 

Może gdyby sama Julia z nimi pogadała, to w zamian za złagodzenie wyroku przyznaliby, że stronę Platformy też zaatakowali i dla jaj program z czapy tam opublikowali.

 

Donald zagrzmi w telewizji że to skandal, wzrokiem skarci Sławka Nowaka, skruszeni crackerzy wystąpią z zakrytymi twarzami u Sekielskiego i Morozowskiego i wszystko będzie jak dawniej.

 

Inteligentne społeczeństwo zrozumie i będzie można oficjalnie i bez zbędnych dupereli typu reformy wrócić do realizacji programu prawdziwego – Odsunąć od władzy Kaczyńskiego.

opowieść po-wigilijna [2007-12-26, 07:06:18]

grudzień 28, 2007
- Damy wam coś.

- Ale to nierealne.

- Nie wierzycie nam? Przecież wdzieliście nas w telewizji.

- No nie, oczywiście ze wierzymy. Chociaż na zdrowy rozum to niemożliwe.

- Zdrowy rozum? Taki nie zastanawia się, tylko działa. A my dajemy konkretne rozwiązania.

- Ale nasze doświadczenie pokazuje, że nie powinniśmy wam ufać. Niby dlaczego mielibyście nas nagle polubić?

- Lubimy was, lubimy bardzo. Jesteście super.

- No tak, ale nic z tego nie wynika. To co nam proponujecie jest oczywistym kłamstwem. Nawet gdybyśmy założyli, ze najstarsi mają nieprawdziwe wspomnienia, a księgi zostały sfałszowane, to i tak prawdopodobieństwo, ze wasza obietnica zostanie zrealizowana jest bliska zeru.

- Czyli jednak nie wierzycie nam?

- Nie o to chodzi. Nie zakładamy waszych złych intencji. Powiedzmy, że możecie nie mieć racji w tym względzie. Każdy ma prawo do błędu.

- A jak wam bardzo bardzo-bardzo obiecamy?

- To nic nie zmieni. Przecież nieważne jak bardzo bardzo ‘najbardziejszą’ obietnice złamiecie, skutki będą dla nas identycznie opłakane. Co nam po satysfakcji, jeżeli będziemy bezsilni i pokonani? Teraz musicie z nami rozmawiać, bo nie jesteście idiotami i wiecie, ze w naszej jedności siła. Ale gdy sie zgodzimy i przegramy, będziemy niczym…

- Obiecujemy, ze będzie wam tak dobrze, jak mówimy. Macie nasze słowo, ze tak sie stanie. W przeciwnym razie wszystko oddamy.

- Przecie to niemożliwe. Nikt tak nie robi.

- O B I E C U J E M Y. A w ramach rekompensaty jeszcze coś gratis dorzucimy.

- No nie wiem…

W tle słychać był pojedyncze głosy: Weź, zgódź się. W telewizji mówili.

Waha sie jeszcze.

- No zgoda. Obiecaliście.

- Świetnie. Macie nasze słowo, tylko pamiętajcie, ze wy swojego nigdy nie łamiecie.

- Nie złamiemy i teraz, jeżeli nie wprowadzono nas w błąd w czasie ustaleń. To chyba oczywiste.

- Nie, nie, nie. Nigdy i zawsze.

- Przecież to bez sensu.

- Nikt nie bronił wam przecież dopytywać sie o szczegóły. My mamy czas, wiec jeżeli cos będzie nie tak, to tylko z waszej własnej winy. Nie zwalnia was to jednak od przestrzegania umowy. A nas i owszem.

- Ale…

- Tak jest i koniec zresztą nie martwcie sie na zapas. Czas leci. Pamiętajcie, jak w tiwi. Słowo.

Tak właśnie synku zamiast w zimnym i mrocznym pałacu zamieszkaliśmy w tej ciasnej, ale własnej lepiance. A dzisiaj jest wigilia tego wydarzenia.
Świętujmy więc, bo przyznasz, że jest przytulnie, a i panowie są mili. Szanują nas, bo jesteśmy słowni. Zresztą im także nie można tego odmówić. Zgodnie z obietnicą wspaniały gratis otrzymaliśmy, brak wręcz słów by dziękować.
Żołnierz który u nas sypia, do naszej wyłącznej jest ochrony.

Dzień Jeden w Roku [2007-12-24, 07:17:48]

grudzień 28, 2007
Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy. Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory.

Tak śpiewały kiedyś Czerwone Gitary i chociaż nazwa tego zespołu jedynie kompletnym ignorantom może sugerować, że tekst ten dotyczy pierwszego maja lub innego dwudziestego drugiego lipca, to z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że autor natchniony miał jednak bardziej na myśli Wigilię bożonarodzeniowych Świąt.

W każdym razie to właśnie dzisiaj i korzystając z okazji, że 24 grudnia jest dniem zwykłym tylko na czarnej kartce kalendarza, chciałem podziękować wszystkim, którzy zaglądają czasem na mój blog.

Składam rzecz jasna nie tylko Wam (ale w tym miejscu jednak przede wszystkim), najlepsze życzenia pogodnych i szczęśliwych Świąt.

W moich stronach (a przynajmniej moja matka upiera się, że tak jest), mówi się, że jaka Wigilia, takie będzie następne trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Ja w to wierzę i Wam również radzę pogodzić się z tą myślą.

Bo to naprawdę nie moja wina, że weszliście dzisiaj na blog dzierzby i teraz w kółko, do znudzenia, będziecie musieli tu wchodzić codziennie, przez cały boży rok :-)

Tak więc jeszcze raz - wszystkim starym i nowym czytelnikom – Pogodnych i Szczęśliwych Świąt!

PS Do większości z Was przyjdzie pewnie dziś Mikołaj, może Gwiazdor, chyba już nie Dziadek Mróz. U mnie na pewno będzie Dzieciątko, ale na wszelki wypadek podaję również wzór listu dla tych, którzy wciąż wierzą w cud:

List Do Świętego...

Naprawdę nie mogłem się postrzymać (-:

Keine grenzen [2007-12-21, 09:45:33]

grudzień 21, 2007

Czy już nie ma żadnych granic? Czy naprawdę można wszystko? Co z tą Polską?

Nie chciałbym przesadnie dramatyzować, ale nie skłamię mówiąc, że bardzo mi się to nie podoba. Szczególnie, że cenię sobie bardzo stare przyzwyczajenia, a takiego obrotu spraw zupełnie się nie spodziewałem. Niby coś tam słyszałem na ten temat, ale jednak niedokładnie. Nie przywiązywałem do tego specjalnej wagi, toteż gdy dotknęło mnie to bezpośrednio, szok z tym związany był spory. Paskudne uczucie.

Ale do rzeczy.

Granica została przekroczona wczoraj i to chyba w najgorszym możliwym momencie. Właśnie siedziałem sobie wygodnie w fotelu, grzejąc me uda leniwie buczał laptop.
W telewizji nie było Stefana, woda szumiała w czajniku. Zapowiadał się taki miły wieczór. I wtedy się stało, rypnęło rzekłbym wręcz.

Już miałem zalewać saszetkę wrzątkiem, gdy do uszu mych doszło: Najsztub co pyta, też pije moją ulubioną herbatę Lipton!

Dzisiejsza notatka powstała dzięki inspirującej rozmowie ze znajomym z irca. Thx es[...] :-)

Dwudziestoprocentowa mniejszość [2007-12-20, 08:18:00]

grudzień 21, 2007

Pan Kazimierz Kutz, reżyser nie mniej znany i lubiany niż Krzysztof Zanussi czy Ed Wood, powiedział wczoraj: “W imieniu 80 procent Ślązaków mówię wam, żebyście przestali wycierać sobie gębę panią Barbarą i jej rodziną.”

Ponieważ uważam się za Ślązaka i z tym regionem Polski czuję się związany, chciałem poinformować, że zaliczam się najwidoczniej do pozostałych 20 procent.

Bynajmniej nie z tego powodu, że jest dla mnie zasadne wycieranie sobie gęby kimkolwiek, w tym panią Barbarą Blidą i jej rodziną. Nic z tych rzeczy. Po prostu nie mam ochoty, by pan Kutz wypowiadał się w moim imieniu.

Nie czuję jednak uprawniony, by w imieniu pozostałych 20 procent się wypowiadać, dlatego tylko w swoim własnym przypomnę, że mimo wszystko to nie Śląsk był określany mianem czerwonego, a raczej Zagłębie.

Czy jesteś mądrzejszy od dyplomatołka? [2007-12-19, 08:43:13]

grudzień 19, 2007

Dzisiaj mały i bardzo krótki quiz inspirowany programem telewizji Puls „Czy jesteś mądrzejszy od 5-klasisty?”

1. Główny sojusznik Polski to:

a) Stany Zjednoczone
b) Rosja
c) Sfederowane Stany Mikronezji
d) Polska zasługuje na cud

2. Wycofanie wojsk polskich z Iraku ucieszy najbardziej:

a) Stany Zjednoczone
b) Rosję
c) Demokratyczną Republikę Wysp Świętego Tomasza i Książęcej
d) Dorżniemy watahy!

3. Budowa rurociągu północnego to:

a) porażka polskiej dyplomacji,
b) sukces polskiej dyplomacji,
c) rurociąg - śmociąg
d) By żyło się lepiej – wszystkim.

4. Wznowienie eksportu mięsa do Rosji to:

a) nagroda za odstąpienie od blokowania przystąpienia Rosji do OECD
b) zapowiadany cud
c) lepiej świninę eksportować, niż z kaczką na miejscu się mordować!
d) koniec rządów dyplomatołków

Na kogo głosujemy? [2007-12-18, 08:15:02]

grudzień 18, 2007

W związku z mającymi niedawno miejsce słynnymi odejściami z Prawa i Sprawiedliwości, chciałem poruszyć dzisiaj temat polskiego systemu wyborczego.
Posłużę się w tym celu przykładem Jarosława Sellina, który jest najświeższym posłem tę partię opuszczającym. Zastanawiam się bowiem nad tym, co o takim posunięciu mają myśleć osoby, które na niego głosowały. Czy aby na pewno to jego osoba była najważniejsza i czy gdyby startował na przykład z listy LiD, to takim samym zaufaniem wyborców byłby obdarzony?

Nie wiem, być może jestem przypadkiem odosobnionym, ale biorąc udział w wyborach w pierwszej kolejności sprawdzam na jaką partię oddaję swój głos. Dopiero później zastanawiam się nad nazwiskami tam figurującymi. I mówiąc szczerze, nie mam pojęcia przy jakim konkretnie nazwisku krzyżyk ostatnio postawiłem.

Być może wychodzę z błędnego przekonania, ale wydaje mi się, że system jest tak skonstruowany, że wybór osoby ma drugorzędne znaczenie. Świadczą o tym przewrotnie chociażby tak zwane “lokomotywy wyborcze” - celebrities as seen on TV, których zadaniem jest nic innego, jak przede wszystkim pozyskanie głosów dla konkretnej partii.

Przykładowy Jarosław Sellin nie był członkiem PiS, ale startował jednak z listy tej partii. Jeżeli więc osób kierujących się podczas wyborów podobnym do mnie kryterium jest więcej i głosowały na Prawo i Sprawiedliwość niejako przy okazji tylko stawiając krzyżyk przy jego nazwisku, to powinny chyba zadać sobie pytanie, czy ktoś przypadkiem nie zrobił ich w konia. Bo nawet jeżeli to on był jednak dla wyborcy najważniejszy, to należy pamiętać, że raczej nie wszedłby do Sejmu startując z list Samoobrony.

Oczywiście wyżej wymieniony jest tylko przykładem. Potrafię bowiem sobie wyobrazić sytuację, że dowolny inny poseł przechodzi na przykład z LiD do PO, z PiS do PSL czy też zostaje posłem niezrzeszonym. Jakikolwiek byłby kierunek, to w moim odczuciu powinien złożyć mandat. Osłabia bowiem partię na którą za jego pośrednictwem głosowano.

Rzecz jasne jeżeli Jarosław Sellin przejdzie do PO będzie usprawiedliwiony, bo świadczyć to będzie o jego dojrzałości i zrozumieniu konieczności dziejowej, ale mogę sobie przecież wyobrazić, jak niesłuszne mogłoby być przejście dowolnego innego posła w drugą stronę.

Tak czy inaczej, w moim odczuciu żaden poseł decydujący się na zmianę barw klubowych nie powinien czuć się automatycznie usprawiedliwiony.