Archive for listopad, 2007

Byle do grudnia. [2007-11-30, 08:13:52]

listopad 30, 2007

Dzisiaj po raz pierwszy po długiej przerwie włączyłem ulubioną stację TOK FM.. Sądzę, że musiała zadziałać podświadoma skłonność do samobiczowania, bo przecież wiedziałem, że poranek prowadzi Jacek Żakowski.

Wygląda więc na to, że chociaż jestem człowiekiem pełnym uprzedzeń, to jednak nie brakuje mi chęci poznawczych.

Ma to swoje zalety, bo dowiedziałem się, że Platforma Obywatelska jest partią liberalną i wolnościową i pan Jacek nie może pojąć, jak będąc taką może upierać się przy mundurkach. Ja też tego nie mogę pojąć, ale bynajmniej nie podejrzewam PO o wolnościowo-liberalne poglądy.
Sądzę tylko, że na przedstawienie medialne pod tytułem: „12 letni Krzysio podduszał Krysie z 4b wykrochmalonym kołnierzykiem mundurka.” stosowny czas jeszcze przyjdzie.

Na razie entuzjazm młodej inteligencji jest niezagrożony i nie ma sensu serwować jej zbyt wielu bodźców. Trzeba przecież brać pod uwagę, że jej aparat poznawczy choć chłonny, dość mocno jednak jest ograniczony.

Tak więc przynajmniej do końca listopada niech jej wystarczy, że pan premier Tusk zrezygnuje ze służbowego samolotu, a Radek Sikorski nie spotkał się z Kaczyńskim.

bez tytułu. [2007-11-28, 07:43:33]

listopad 30, 2007

Wczoraj na stronie głównej onet.pl znajdował się wywiad z Piotrem Tymochowiczem. Niestety nie potrafię go w tej chwili odszukać. A szkoda, bo był naprawdę ciekawy.

Szczególnej uwadze bieglejszych w guglaniu czytelników polecam fragment poświęcony ujawnianiu homoseksualizmu czołowych poliytków.

W każdym razie szoł pod tytułem “ostatecznie rozwiązwiązanie kwestii pisowskiej” zapowiada się niezwykle ciekawie.

Skłonność do kogoś lub czegoś. [2007-11-25, 13:36:32]

listopad 26, 2007

Olska Agencja Prasowa. Komunikat z dnia 24 listopada 2007.

Panika w gugle.

Jak donoszą największe portale, wczoraj miało miejsce znaczące przeciążenie serwerów gugle, które przez moment nie mogły poradzić sobie z wysyłanym masowo z Polski zapytaniem.

Początkowo podejrzewano nawet celowy atak hakerów. Po analizie logów okazało się jednak, że niespotykana skala zapytań pojawiła się niespodziewanie jeszcze podczas trwania wystąpienia Jarosława Kaczyśnkiego.

Statystyki wskazują, że najaktywniej wyszukiwarkę odpytywali ludzie młodzi, wykształceni, dobrze zarabiający, z dużych miast; w wieku od 18-28 lat.

Tak pożądanym przez nich słowem okazała się być “predylekcja”.

Świat Według Niekiepskich. [2007-11-22, 07:58:18]

listopad 26, 2007

Dawno temu Bob Dylan nagrał piosenkę o zawsze aktualnym tytule „The times they are a-changin’”.
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że zmiany dzieją się również teraz i są one pozytywne - skończył się wreszcie koszmar kaczystowskich rządów.

To tylko jeden z aspektów, bo przemiany można odczuć nieomal wszędzie. Od żuli, którym już nikt nie karze spieprzać, po lepsze, bo wyższe i korzystniej na błękitnym tle wypadające władze państwowe.

To nic, że rzeczywistość za oknem zdaje się być głucha na wołania o obiecany cud. Nie od dzisiaj wiadomo, że dopiero telewizja podnosi wydarzenia do rangi prawdziwie realnych. A że po zmianie rządów ta stała się lepsza i bardziej niezależna oraz obiektywna, można przypuszczać, że będzie lepiej.
Przynajmniej wirtualnie, a to najważniejsze.

Ważnym symptomem tych zmian jest zapowiedź reżysera Okiła Khamidowa, że kończy z serialem „Świat według Kiepskich”.

Produkcja ta jest tak zwaną pozycją kultową, jednoczącą prostaków z inteligentami.
Ci pierwsi śmieją się nieświadomie z samych siebie, a drudzy rechoczą do kwadratu, bo zarówno z telewizyjnych, jak i z realnych Kiepskich ubaw mają.

Per saldo wszyscy się cieszą i patrząc z boku wygląda na to, że z tych samych powodów mają tak wyśmienity humor.
Identycznie jak w przypadku wyborców partii rządzącej, która idąc po zwycięstwo analogicznie prostaków połączyła z inteligentami.

Ten melanż dał jej zwycięstwo i nic to, że mądrzejsi znowu podwójnie się śmieją. Głupkom dało się dyplomatołków i Dodę, a teraz Kiepskich odbierze.
Bo żarty żartami, ale głosując właściwie jednak lepszymi trochę stali się Kiepsściakami.
Czasy się więc zmieniły i jeszcze głupszych do nabijania się pewnie niedługo otrzymamy.

Dodald Tusk? [2007-11-21, 07:41:17]

listopad 21, 2007

Nie dalej jak wczoraj pisałem o Wielce Czcigodnym premierze Tusku i trochę mniej zacnej, lecz wcale nie mniej znanej piosenkarce Dodzie.
Przytaczałem opinię ze stron Wirtualnej Polski, że porównanie do JFK i Marilyn Monroe nasuwa się samo.
Nie chciałem tego komentować, bo bliższe mi było skojarzenie z byłym Olkiem i zespołami Disco Polo*.
W końcu tak zwana muzyka chodnikowa umarła wraz z programem Disco Relax, ale estetyka pozostała i Dorota Rabczewska doskonale się w nią wkomponowała. Podobnie jak Donald, który świetnie wypełnił pustkę po przystojnym Olku, której nijak żaden z Kaczyńskich nie potrafił zagospodarować.
Jakkolwiek by więc na to nie patrzeć, elektorat dostał to czego oczekiwał.
Przaśne połączenie nowego, lepszego Olka i brzmiącego bardziej miastowo, biuściastego Disco Polo.

*Thx barni70.

Julka, Julka.

listopad 20, 2007

Przeglądając portale w poszukiwaniu pomysłu do notatki, trafiłem na informacje, że znana i lubiana piosenkarka Doda zaśpiewała dla najlepszego premiera Rzeczpospolitej (o budzącym skojarzenia z Windowsem numerze 3.11), Donalda Tuska.

Był on wczoraj gościem programu, który ze względu na względnie wczesną porę emisji występuje pod pozbawioną wulgaryzmu nazwą skróconą: „Teraz My”.

Ponoć Pan Tusk był zachwycony i jak piszą na stronach Wirtualnej Polski: „[…] nie krył zadowolenia, że specjalnie dla niego śpiewa jedna z największych gwiazd polskiej estrady. Porównanie nasuwa się samo do Marilyn Monroe i Johna Kennedy’ego.”.

Po takim dictum wszelkie komentarze są zbędne, dlatego postanowiłem pozostać w estradowej estetyce i zaproponować własny przebój na melodię „Budki Suflera”.

Oczywiście nie jestem Dodą, więc proszę o zrozumienie i wybaczenie mi topornych rymów i ogólny brak sensu, czyli po prostu tekst bez większego ładu i składu.

Pamiętam jednak o tym, że chyba nie dalej niż wczoraj ktoś w Salonie24 narzekał, że za mało jest tekstów kulturalnych.
Mnie nie trzeba dwa razy powtarzać, toteż w miarę skromnych możliwości i ja zdecydowałem się wyjść na przeciw oczekiwaniom złaknionych głębszych doznań czytelników.
Dość jednak gadania, czas na muzykę ;-)

Julka, Julka.

Julka, Julka
Pamiętasz, szpital ze snu
Gdy pisałaś: ”tak mu źle”
Sprzedaj go choćby zaraz
Coś ze z nim zrób
Nie zostawiaj Beci samej, o nie.

Żebrząc wciąż o ustawę,
Gnała na Hel,
Stefan rzęził ostatkiem sił,
Aby być znowu z Tobą
Prywatyzować, podatki ciąć.
Wszystko było liniowe w te dni.

Agent nagrywał za ścianą
Czujne jak ptak,
Niechaj trafi go szlag!
Powiedziałaś, że nigdy, nigdy aż tak
Ambitne nie były, twoje plany

REF:
Prywatyzowałem, szpitale w myślach nad ranem,
Agent mnie wyganiał, nocą znów wracałem,
Dane nam było, wyborcze spełnienie
Następne będzie, może za sto lat.

Plażą szły agencice, a notowania w dół
Wciąż wzrastały nie mogąc spaść,
Donald głos za głosem, odkładał głos
Na wygraną silną, aż strach.

Boss twój wielbił zwycięstwo, chłopców z peo
Tenorów mia-ał kiedyś jak sen,
Z autobusem drobiu Maciej zdra-adził go,
Nigdy nie był już sobą, o nie

REF:
Prywatyzowałem, szpitale w myślach nad ranem,
Agent mnie wyganiał, nocą znów wracałem,
Dane nam było, wyborcze spełnienie
Następne będzie, może za sto lat.

W wielkim żyliśmy sejmie i rzadko tak,
Wypełzaliśmy do ludu stąd
Czarodziejka koalicja tańczyła w nas,
Waldek był o dwa rzędy stąd.

Nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak,
Czemu bez liniowego też nie wie nikt,
Ludowcy wciąż są ko-oło mnie, nie głosuje sam,
Ale nic nie jest proste w te dni.

REF: […]

Świetlisty cud. [2007-11-18, 07:33:36]

listopad 18, 2007

Przyznaję ze wstydem, że notatki zamieszczone w Salone24 czytam bardzo pobieżnie. Moim ulubionym autorem pozostaje niezmiennie Dzierzba i to jego przemyśleń każdorazowo nie mogę się doczekać.

Czasem jednak, dla tak zwanej higieny umysłowej oraz w ramach śledztwa mającego wyjaśnić, dlaczego jakiś autor ze strony głównej bloga Dzierzby nie poleca, przebiegam wzrokiem po literkach wyprodukowanych przez pozostałych blogowiczów.

W ten sposób udało mi się trafić na notatkę Michała Szułdrzyńskiego zatytułowaną „Pierwszy cud Platformy?”.

Nie przeczę, że sam chciałem napisać coś o wczorajszym zwycięstwie nad Belgami w kontekście obiecanego cudu, ale autor tej notatki mnie ubiegł.
I bardzo dobrze.
Bo żartobliwa teza, że naszą wygraną można rozpatrywać w kategoriach zjawisk nadprzyrodzonych obiecanych przez Donka i Jego Drużynę, jest mocno naciągana. Gdybyśmy przegrali, wtedy i owszem, można politykować.
Ewidentne zaniedbania poprzedniej ekipy, Minister Lipiec, brak stadionów, zaległości w szkoleniu młodzieży, pozorna walka z chuligaństwem itd. Jednym słowem Lech i Jarosław Kaczyńscy.
Odnieśliśmy jednak zwycięstwo, które było do przewidzenia i na które zasłużyliśmy, więc moim zdaniem nawet żartobliwe nazywanie tego sukcesu cudem jest niewłaściwe, a wręcz nie na miejscu.
Trzeba jednak być uczciwym i pamiętając incydent z poprzedniego spotkania oddać nowemu rządowi co jego:
W czasie tego meczu nie zabrakło prądu i to jest prawdziwy cud.

Dojne Krowy. [2007-11-16, 08:29:36]

listopad 16, 2007

Kilkakrotnie w swoich notatkach odwoływałem się do czasów studenckich. Zauważyłem, że każdorazowo przypominają mi się one gdy jestem w dobrym humorze. Tak było i dzisiaj, gdy pomimo padającego śniegu i zimna włączyłem radiową Trójkę, a tam prowadzącym audycję był Wojciech Mann.

Chyba będę częściej tak robić w piątki, bo nerwowe podniecenie i chęć bicia po mordzie, które wywołują u mnie mlaskania red. Żakowskiego są niewątpliwie uczuciami mniej szlachetnymi i budującymi od szczerego rechotu wywołanego żartami Wojciecha Manna.
Muszę tylko uważać, by nie trafić na audycję pani Grażyny Dobroń, bo ta dla odmiany wprowadza mnie w taką melancholię i zwątpienie, że mam ochotę najeść się kiełków i tofu, puścić indyjską muzykę progresywną, zapalić trociczki i mrucząc ‘Ohmmm’ leżeć i o niczym nie myśleć. Gdybym bowiem tego nie zrobił i słuchając jej audycji miał pod ręką powietrzne dzwonki bambusowe feng-shui, mógłbym się na nich powiesić.

W każdym razie jadąc do pracy byłem już w wyśmienitym nastroju i myśląc o niczym przypomniałem sobie najpierw wicepremiera Pawlaka, a za chwilę anonimowego osobnika z Internenetu twierdzącego, że niepowołanie generała Franciszka Gągora na szefa Komitetu Wojskowego Sojuszu jest winą PiS.

W swoje notatce „Dlaczego nie zagłosuję na PO - powody na serio i te trochę mniej.” napisałem w punkcie trzecim, że po wygranej Platformy czeka nas ciągłe zwalanie winy na poprzedników, a temat generała Gągora jest tego jawnym przykładem. Nie chcę tutaj jednak rozwodzić się nad absurdalnością tego zarzutu i dowodzić, że to raczej jasny sygnał, co Amerykanie myślą o PO.
Mam w końcu dobry humor i miałem wspominać czasy uczelniane. Z nich pamiętam między innymi macierz BCG.
Bardzo ogólnie mówiąc, opisuje ona względny udział produktu w rynku i wyróżnia tak zwane gwiazdy, znaki zapytania, dojne krowy i psy.
Pomyślałem, że chyba nie urażę nikogo twierdząc, że Prawo i Sprawiedliwość jest dla naszych mediów produktem i patrząc tak na tę partię można rozważyć w którym miejscu macierzy BCG się znajduje.

Gwiazdą PiS było przed wyborami, znakiem zapytania dużo wcześniej, a teraz jest dojną krową. Po przegranych wyścigach na Wiejską ma względnie niski udział w rynku, ale nadal zapewnia wysoką rentowność, bo żarty z Kaczorów są tanie, ma więc omen-nomen małe potrzeby finansowe.

Tak moim zdaniem PiS jako produkt się plasuje. I chyba nic nie wskazuje na to, by Prawo i Sprawiedliwość mogło szybko stać się szybko dla mediów tylko mało wymagającym „psem”.
W końcu cuda mają to do siebie, że rzadko się spełniają i dobrze mieć winnego, a (pozostając przy zwierzęcych porównaniach), nie zarzyna się kury znoszącej złote jajka.

Tak więc drodzy członkowie PiS: Na jeszcze długie dojenie nastawcie się.

Bonek and Sava. [2007-11-14, 08:42:21]

listopad 14, 2007

13 listopada 2007. Studio filmowe gdzieś w Polsce. Gabinet prezesa.

- Jesteś reżyserem?

- No jestem.

- Więc nie pie…l mi tutaj, że nie potrafisz nakręcić jakiegoś wielkiego dramatu na miarę Romeo i Julii!

- Szefie. Z całym szacunkiem, ale bez przesady. Specjalizuję się w reklamówkach i reality show. To trochę nie moja liga.

- To się przekwalifikuj. Czasy tego wymagają, a nam za to płacą. Daję ci termin do jutra na przygotowanie zarysu fabuły.

- Szefie…

- Nie dyskutuj. Wiele się dzieje w Polsce i na świecie. Nigdy nie miałem okazji sprawdzić, ale na pewno odbiór pensji potrafisz podpisać, więc z czytaniem powinieneś też sobie radzić. Weź gazety do ręki, poszukaj na necie czegoś innego niż pornole! Do cholery. Ja mam ci tłumaczyć, jak zdobywać pomysły?

- Może coś o dramacie przymierającej głodem młodej emigracji politycznej w Irlandii…?

- Zaczynasz myśleć, ale to mogło być dobre przed wyborami. Kombinuj dalej. A teraz spadaj i pamiętaj, że masz czas do jutra.

14 listopada 2007. To samo miejsce i osoby.

- Coś kiepsko wyglądasz, popiłeś?

- Tylko trochę, całą noc oglądałem filmy. Szukałem natchnienia. Przerobiłem kino moralnego niepokoju i wszystkie produkcje Zanussiego. Wtedy faktycznie poczułem potrzebę napicia się. Gdy zdrzemnąłem się na „Szczurze” z Englertem, miałem sen. Chyba o Bonnie i Clyde. Niewiele z niego pamiętam, ale to nieistotne.
Ważne, że mam pomysł na miarę Romea i Julii, Thelemy i Louise, Sida i Nancy, Sailora i Luli.

- Zamieniam się w słuch.

- Dzieje się gdzieś w Polsce. Obojętne. Facet po czterdziestce. Jest bezrobotny, tuła się bez celu. Żona i dzieci nie mogą wybaczyć mu zdrady sprzed lat, gdy działając w opozycji miał kochankę i w zamian za milczenie służb pisał donosy na kolegów. W ogólnym zarysie pokazujemy, że były to tak naprawdę bezwartościowe raporty. Nikogo nie skrzywdził.

- Niespecjalnie na razie mnie zainteresowałeś, ale mów dalej.

- No więc ten facet jest wybitnym fachowcem od bycia urzędnikiem państwowym. Dostaje propozycje objęcia wysokiego stanowiska. Wtedy zaczyna się nagonka. Wyciągają mu brudy sprzed lat. On tłumaczy, wyjaśnia.

- No i? Gdzie tu dramat? Że facet nie może mieć kapuchy z urzędniczenia? Powaliło cię? Kto się na takie coś złapie? To ma trafić pod strzechy!

- Daj mi dokończyć. Mamy więc dramat byłego agenta. Ale to tylko pierwsza z głównych postaci. Równolegle obserwujemy losy młodej kobiety, która dopiero wchodzi w świat wielkiej polityki. Jest pełna ideałów i wiary w ludzi. To właśnie jest przyczyną jej zguby. Zostaje zbałamucona przez przystojnego agenta.

- Tego starego pryka?

- Oczywiście że nie jest to nasz pierwszy bohater, ale rówieśnik kobiety. Cyniczny karierowicz bez skrupułów. Tu nie mam jeszcze pełnego zarysu postaci, ale można pokazać, że znęca się nad zwierzętami, np. wyrywa pióra papudze, owija taśmą klejącą chomika. Nieważne.
Widz nie będzie miał wątpliwości, że jest zły i zabójczo przystojny. Rozkochuje w sobie niczego nieświadomą kobietę. Ta ślepo mu ufa. Opowiada mu o swoich marzeniach, celach. Jest w cudowny sposób naiwnie urocza.

- Pointa. Czekam na pointe!

- No więc ten agent wykorzystuję bezwzględnie jej miłość. Okazuje się, że nagrywał wspólne rozmowy i zmontował je w ten sposób, by przedstawić ją w jak najgorszym świetle. Wszystko po to, by zasłużyć na awans. Nic go nie obchodzi, że złamał jej nie tylko serce, ale też karierę.

-Pointa! Zaczynam tracić cierpliwość.

- Szantażowany przez agentów, a teraz niszczony przez lustratorów wybitny fachowiec i romantyk oraz pozytywna idealistka brutalnie wykorzystana przez cynicznego agenta nowych służb. Widzi pan już zarys dramatu?

- Niespecjalnie. A co poza tym naciąganym podobieństwem ich łączy?

- Nagonka medialna na nich dzieje się w tym samym czasie. Ona tłumaczy się i płacze, on wyjaśnia i też płacze. Tak chlipiąc wpadają przypadkiem na siebie na korytarzu sejmowym. Przez łzy patrzą sobie w oczy. Miłość wybucha gwałtownie. Biorą się za ręce i z podniesionymi głowami idą w kierunku światła. Pompatyczna muzyka, cięcie…

- Hmmm.

- I co, okej?

- Wprowadź do scenariusza złych bliźniaków, a może to kupię.

O Forum subiektywnie. [2007-11-13, 08:37:49]

listopad 13, 2007

Wczoraj wieczorem rozmawiając ze znajomymi* zasiedziałem się przed komputerem i spóźniłem się na początek programu „Forum”.

Gdy włączyłem telewizor Joanna Lichocka była akurat pokazana na tle Ryszarda Kalisza i chociaż od dawna wiem, że jest nie tylko bystrą i miłą, ale i całkiem ładną kobietą, kontrast spotęgował efekt i ten był wręcz piorunujący.
W końcu w towarzystwie sympatycznego Rysia nawet poseł Kłopotek za łamacza kobiecych serc uchodzić może. Dziwnym więc nie jest, że chociaż oszukujących oko tricków nie potrzebuje, również Pani Joanna dodatkowo korzystnie się przedstawiała.

Niestety za chwilę kamera zjechała na Julię Piterę, czyli tak zwaną nagą prawdę po pięćdziesiątce i mogłem wreszcie skoncentrować się tylko na słuchaniu.

Dzięki temu wiem, że zatrzymanie kobiety, która zwalniała jednym podpisem zagranicznych studentów z opłat za studia było głupie, bo nikt nie poszukał przyczyny i nie zmienił systemu, który takie kompetencje urzędniczce dawał.

To dość ciekawe podejście zważywszy, że CBA raczej do zatrzymywania niż edukowania zostało powołane.
Dobrze wiedzieć, że nasi dzielni czarodzieje planują to niedopatrzenie zmienić i każdy łapownik może odetchnąć z ulgą, bo zanim prawo się nie zmieni niewiele poza upomnieniem raczej grozić mu nie może.

Oczywiście wiem, że tak nie jest, ale nie lubię Julii Pitery więc wykazuję maksymalnie złą wolę jej słowa interpretując. Po prostu też czasem lubię jak młody inteligent z PO przed wyborami się zachować.

Dowiedziałem się również, że Pani Pitera popierała zbałamuconą i okrutnie wykorzystaną przez cynicznego agenta CBA uroczą Beatę Sawicką.
Nic w tym jednak złego, bo to było dawno. Jeszcze w czasach gdy serce Sawickiej nie było przez antykorupcyjnego cynika złamane.
Po słynnym romansie zakończonym wręczeniem Pani Beacie kwiatów i pieniędzy na waciki, Julia Pitera już jej nie popierała.
Groszowa sprawa, ale nie i basta. Za to respekt, jak mawiają chłopaki z miasta.

Kończę, bo więcej z programu nie zapamiętałem. Może jeszcze tylko to, że Pani Lichocka Julii Piterze raczej do gustu nie przypadła.
Tak więc jest prawdopodobne, że więcej czasu na pisanie bloga niedługo będzie miała.