Archive for październik, 2007

Zulu-Gula i Rumburak, czyli Czekając na Cud vol. 1 [2007-10-30, 08:21:31]

październik 30, 2007

“Polska to bardzo dziwna kraj” zwykł mówić Tadeusz Ross w czasach, gdy był jeszcze zwykłym Zulu-Gulą, a nie członkiem Sejmu z ramienia PO.

Nie wiem jakie ma w tej chwili poglądy na temat polskiej rzeczywistości. Był długo nieobecny w mediach i w tym czasie jego obowiązki, całkiem uczciwe zresztą, pełnił Senator Niesiołowski.

Jakiekolwiek by jednak nie były, na pewno zgodziłby się jednak z opinią, że nie do końca jest jednak u nas zwyczajnie. Od wyborów jest tak jakoś inaczej, by nie rzec wręcz, że donośniej. Chociażby tylko z tego powodu, że wszyscy zamarli w oczekiwaniu na cud.
Cud, dodajmy to lojalnie, który popsuć może stosunki bilateralne na linii Polska- Irlandia. Nie jest bowiem tajemnicą, że gdy się ziści nasza młoda inteligencja hydrauliczna rzuci tam wszystko w cholerę i wróci hurtem szczęśliwa, że tak psiejsko-czarodziejsko rządzi nam Pan Tusk.

To jednak zmartwienie nie nasze, a rządu Zielonej Wyspy. Z polskiego punktu widzenia wszystko przedstawia się różowo i to wcale nie ze względu na zielonego (bo jeszcze niedojrzałego) koalicjanta.

Niestety jednak, jesteśmy narodem mściwym, toteż nie ma wcale lekko. Kłody pod nogi ekipie czarodziejów spod znaku PO rzuca ostatnio znowu zły Rumburak.

Pamiętają Państwo zapewne serial Arabella, gdzie ten okropny i przebiegły czarownik występował.
Jeżeli nie, to przypomnę krótko, że wszystko kręciło się tam wokół magicznego pierścienia. Odmiennego jednak od tego, który niósł niejaki Frodo - obiekt westchnień środowisk zbliżonych do panów Biedronia i Raczka.
Ozdoba na palec z czechosłowackiego serialu czarowała pozytywnie, spełniając marzenia właściciela.

Rzecz jasna nie chcę tu złośliwie sugerować, że błyskotka taka przydałby się Panu Tuskowi do realizacji przedwyborczych obietnic.

Żart byłby to płytki i zupełnie nie na miejscu.

Nie jestem również tak małostkowy i złośliwy, by nawiązaniem do Arabelli chcieć zwrócić uwagę na przykład na podobieństwo wąsów Bronisława Komorowskiego i Czarodzieja Vigo.

       KomorowskiVigo

Szczególnie, że ozdoba twarzy tego pierwszego, jest zdecydowanie bardziej w swej formie stonowana i co chyba ważniejsze, czarodziej Vigo nosił nad głową skrzydła nietoperza, a Pan Bronisław w stroju takim nie był jeszcze widziany.

Strój z nietoperzem
Daleki jestem również od sugerowania podobieństw w spójności wypowiedzi Stefana od Fagasów i serialowego Blekoty tudzież Mlekoty.

Absolutnie nie mam też zamiaru porównywać posłanki Pitery do jednej z czarownic; odżegnuję się także od stawiania Donalda Tuska obok samej Arabelli (chociaż tutaj przyznać muszę, że są to postaci równie kryształowe).

                                       

Nie po to serialu naszych południowych sąsiadów dzisiaj piszę. Kieruje mną tylko bezinteresowna troska.
Bowiem ja również chcę cudu i czuję się w obowiązku przypomnieć, że fizyczne podobieństwo Antoniego Macierewicza do Rumburaka zostało już dawno zauważone i nasi platformiani czarodzieje powinni być bardzo ostrożni.

MacierewiczRumburak

Zły Rumburak ma bowiem płaszcz powodujący znikanie!

Tak więc niechęć elit wybranych do stawienia się przed jego komisją weryfikacyjną na pewno będzie przez złaknioną cudu inteligencję zrozumiały.

Nikt rozsądny nie może bowiem zaprzeczyć, że nie po to żeście wybory wygrywali, żeby was teraz znikali!

Ten zamordysta Kaczor. [2007-10-28, 08:15:25]

październik 28, 2007

Wracając wczoraj późnym wieczorem do domu słuchałem jakiejś audycji radiowej, gdzie całkiem na poważnie różni eksperci wypowiadali się na temat możliwości podjęcia przez rząd PiS próby nie oddania władzy przyszłym koalicjantom z partii Eugeniusza Kłopotka.

Byłem już zmęczony i być może umknął mi kontekst, ale dawno już przestałem przejmować się tym, że usłyszę coś piąte przez dziesiąte, a na tej podstawie formułuje kategoryczne sądy. Tak funkcjonuje większość i ja sobie teraz dla wygody chętnie do niej przynależę.

W każdym razie wydawało mi się, że słyszę opisy różnych wariantów możliwych prób zamachu na Młoda Polską Demokrację - ustroju do którego (gdyby nie odrobinę słabszy od preferowanego wynik LiD), Polacy prawie że już całkiem dorośli.
W skrócie i upraszczając: Gadano o tym, co źli Kaczyńscy mogą zrobić, by nie dopuścić do wyboru na wicemarszałka Sejmu Stefana Konstantego Myszkiewicza-Niesiołowskiego, entomologa.

Nie wiem jakie były konkluzje, bo dojechałem wreszcie do domu i tam zastanawiałem się nad czymś tylko trochę z innej beczki.
Tym mianowicie, kiedy elektorat PO czy innego LiDu zrozumie wreszcie, że ich bożyszcze nie są jakimiś luzackimi spoko kolesiami z reklamówek i za chwilę będą realnie rządzić mając do dyspozycji cały aparat państwa. Z monopolem na stosowanie przemocy włącznie.
To niby zupełny banał, ale gdy słyszę hura entuzjazm całej tej wesołej gromadki nasto i dwudziesto kilku letnich liberałów i zadaję sobie trud przeanalizowania o czym oni gaworzą, to wcale nie jest mi tak bardzo do śmiechu.
Towarzystwo to żyje w jakimś wyimaginowanym świecie, gdzie po władze sięgają znudzeni robieniem akurat czegoś innego ziomkowie, którzy teraz na wesoło i czarodziejsko hiphopowo chcą wprowadzić nowe standardy rządzenia. Że będzie śmiesznie, dostatnio i czadowo.
Musi tak w końcu być, bo zabawne ludki a la South Park mówiły o konieczności głosowania językiem targetu nie po to przecież, by było nadal kaczystowsko-ponuro. Ma być po nowemu - Donaldowo.

Najsmutniejsze jest w tym wszystkim to, że większość tego antypisowskiego elektoratu zupełnie na poważnie w tę telewizyjną rzeczywistość wierzy.
I jestem przekonany, że do czasu nowej reklamy to się nie zmieni. Z tej prostej przyczyny, że znaczna część liberałów by PO nie ma poglądów, a tylko zbiór etykietek i tandetnych konwenansów, do użytku na czas wirtualnych romansów*.

Szczególnie fajnie, gdy te boty wyśmiewają się ze sterowanych radiem babć. Aż się prosi, by przypomnieć im wtedy znane słowa Gogola.
Po co jednak uczyć peowianą inteligencję nowego słówka, skoro mają podobnie brzmiące google? Dadzą radę, więc niech tak zostanie.

*Oryginał: Homo Twist “Twist Again”.

Internet Killed Sobecka Star [2007-10-26, 09:06:31]

październik 26, 2007

Ponieważ moi ulubieni publicyści najlepszego radia TOK FM właśnie rozmawiają na antenie o przyczynach przegranej PiS w wyborach parlamentarnych, a ja nie chcę być gorszy od Wołka czy Żakowskiego, dzisiejsza notatka będzie również do tego tematu nawiązywać.

Zacznę jednak od kapiszona wczorajszego dnia, czyli zakamuflowanego komunikatu pracowników “Dziennika” do Tomasz Lisa. Komunikatu treści:
“Wała Tomaszowi Lisowi”.

Przyznaję, podoba mi się ta forma wyrażania opinii. Wprawdzie pasowałaby raczej do czasów faszystowskich i zamordystycznych rządów Kaczyńskich, kiedy niezależni dziennikarze drżeli przed wszechobecnymi Małymi Braćmi, pamiętajmy jednak, że rząd Rozsądku i Rozumu Tuska und Pawlaka jeszcze się przecież nie uformował, więc konspirę tę można trochę zrozumieć. Fajnie, gdyby stała się powszechną formą komunikacji z czytelnikiem. Na pewno urozmaiciłaby oczekiwanie na cud.

Pozostając w kalamburowej konwencji napiszę jeszcze krótko o aresztowaniu pewnego ministra. Jego nazwisko jest miesiącem wakacyjnym, ale nie sierpniem.
Zastanawiam się właśnie, czy ów minister zwoła dzisiaj konferencje, gdzie serdecznie się rozpłacze.
Moim zdaniem należy korzystać z najlepszych wzorców i byłoby to w wysokim stopniu zrozumiałe. Gdyby szlochając nawiązał jeszcze do zauroczenia jakimś funkcjonariuszem CBA, byłby to news co nie miara, ładnie wpisujący się w konwencję “Coming out of the closet” zapoczątkowaną przez Tomasza Raczka. Oczywiście by nie niszczyć swojej rodziny później musiałby złożyć stosowne dementi, ale ogólny efekt mógłby być ciekawy i niewątpliwie urozmaiciłby obywatelom oczekiwanie Drugiej Irlandii nad Wisłą.

Wracając jednak do przyczyn przegranej PiS. W tle wołkowych ochów i achów oraz żakowskich mlaskań, słucham sobie właśnie starej piosenki zespołu The Buggles “Video Killed the Radio Star”.
Gdyby tylko w jej tytule i treści zamienić “video” na “internet”, fajnie opisywałaby to, co w ostatnią niedzielę się stało.
Nie odkrywam przecież Ameryki stwierdzając, że Pełnoletnie Dzieci Neostrady wykończyły przyklejone do wiadomego radia matrony.
W sumie szkoda, że bracia Kaczyńscy potęgi Internetu nie zrozumieli. Teraz mogą sobie zanucić:

Internet killed Sobecka star.

Internet killed Sobecka star.
Internet killed Sobecka star.

Oh-a-aho oh, Oh-a-aho oh!
Oh-a-aho oh, Oh-a-aho oh!

Parabola Borowskiego i płot, czyli Sami Swoi. [2007-10-25, 08:24:38]

październik 25, 2007

Siedziałem wczoraj po pracy jedząc spokojnie obiad, gdy niespodziewanie oczekiwanie na cud przerwał  mi występujący w niezależnej telewizji TVN24 Marek Borowski.

Niby nic w tym dziwnego, ale ten w pewnym momencie wyciągnął kartkę papieru z wyrysowaną parabolą intrygując mnie tym samym na tyle, że zaprzestałem głośnego wciągania makaronu i zamieniłem się we wzrok oraz słuch.
Niestety, było już za późno i udało mi się zrozumieć jedynie to, że LiD chociaż stracił, to zyskał, a mniej znaczy więcej. Takie małe, obrazkowe i dialektyczne czary-mary.

Nie chciałbym przekręcać słów tak wybitnego polityka lewicy, ani tym bardziej ich negować, dlatego też zakończę ten temat jedynie gratulacjami dla plastycznych zdolności pana Borowskiego i przypomnienia mu, że Lewica i Demokraci zarezerwowała sobie w tej kampanii tylko “mordę naszą” i “nie lękanie się”, a cuda są nieodłączną częścią kolegów z PO.

Nie plagiatujcie więc towarzysze i rąk z pokładu nie ściągajcie. W końcu nie ma pewności, że Pawlak z Tuskiem się dogadają.
Bo chociaż Donald do Pawlakowego płota podszedł, to niezbadane są przecież wyroki Wyborczej i nikt nie może zagwarantować, że zamiast się grzecznie i liberalnie-ludowo dla Polski cmokać, panowie ci nie zaczną niespodziewanie tłuc garnków i targać koszul swych.

Tak więc więcej nadziei i nie lękajcie się!

Miałeś Romku Złoty Róg (i o Korwinie Mikke) [2007-10-23, 08:51:23]

październik 23, 2007

We wczorajszej notatce “Jak stałem się “felietonistą” opozycyjnym.” wspomniałem, że po wyborach mam zamiar poświęcić trochę miejsca na moim blogu Romanowi Giertychowi oraz Januszowi Korwin-Mikkemu.
Wątpię jednak, by była to więcej niż jedna notatka. W końcu obaj panowie wylądowali definitywnie na śmietniku polskiej sceny politycznej.

Gdy pierwszy raz pojawiłem się w Salonie24 napisałem: “Szansa stania w pierwszym szeregu, którą [Giertych] otrzymał od braci Kaczyńskich już raczej się nie powtórzy. Został mu już chyba tylko Wierzejski - Olejniczak w wersji dla skinhedów.
Z ciekawością będę obserwował, jak daleko wraz z nim zajedzie.”

Wczorajsze wyniki wyborów pokazują, że galop końskiego duetu, poza głośnym patataj! o wojnie w Iraku nie przyniósł specjalnych rezultatów i Konik Narodusek połamał sobie kopytka na zbyt wysokim dla chabety o lotności muła progu.

Bardzo mnie ciekawi, jak teraz czuje się Roman Giertych. Człowiek, którego przerośnięte ambicje doprowadziły do przedwczesnych wyborów i odsunięcia braci Kaczyńskich od władzy.
Jak się czuje wiedząc, że stając wraz z kimś takim jak Andrzej Lepper i Kaczmarek przeciwko PiS spowodował, że jedyna faktycznie konserwatywna i narodowa partia jest teraz w opozycji. Czy jest mu dobrze z tą świadomością.
Czy jest zadowolony, że do władzy doszła Platforma Obywatelska, którą postawił w jednym szeregu z PiS.
Czy naprawdę uważa, że to jedno i to samo i czy jest gotowy głośno powiedzieć, że jest mu obojętne która z tych partii rządzi, bo do każdej z nich jest mu jednakowo daleko.

Chętnie poznam zdanie potomka patriotycznego rodu Giertychów w tej sprawie.

Sprawdziłem nawet, że domena polityczneodpadki.pl jest wolna i gdyby chciał założyć w niej bloga, to obiecuję ustawić go sobie jako stronę startową w przeglądarce.

PS Tytuł sugeruje, że będzie też coś o JKM. Poświęcę mu więc ilość uwagi stosowną do jego pozycji w polityce. Toteż niniejszym na dzisiaj kończę i za uwagę dziękuję.

 

Jak stałem się “felietonistą” opozycyjnym. [2007-10-22, 09:45:28]

październik 22, 2007

Długo zastanawiałem się nad dzisiejszą notatką. Cała moja dotychczasowa działalność w salonie24 opierała się na krytyce Platformy Obywatelskiej i sporadycznie tylko poświęcałem bity innym partiom. Tak więc po ogłoszeniu wyników wypada mi się do zastanej rzeczywistości odnieść.

Oczywiście mógłbym się teraz krygować i twierdzić, że spodziewałem się zwycięstwa PO albo wręcz utrzymywać, że moje złośliwe uwagi o miałkości Donalda były nastawione na mobilizację Platformersów.

Prawda jest jednak nieubłagana i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko przyznać, że Platforma Obywatelstwa pod przewodnictwem Donalda Tuska dosłownie zmiażdżyła PiS, a ja okazałem się być osobnikiem pozbawionym zdolności przewidywania. W najśmielszych bowiem snach nie spodziewałem się, że różnica będzie aż tak znacząca.

Marna to satysfakcja, że w notatce “Na baczność z rozdziawionymi ustami” przewidziałem, że Władysław Bartoszewski solidnie partii Kaczyńskich zaszkodzi, a podziękowania, które bezpośrednio po ogłoszeniu sondaży Tusk do niego skierował zdają się potwierdzać, że władze Platformy również tę opinię podzielają.
Pewnie gdybym mocno poszukał, znalazłbym może jeszcze w swoich notatkach kilka uwag, które okazały się zasadne. Słabe to jednak i tak naprawdę fałszywe pocieszenie, bo per saldo prawda o dzierzbie “felietoniście” jest okrutna:
Donald Tusk nie jest miałkim przywódcą, a większość mojego salonowego pisania okazała się być zwykłym ple-ple.

Pozostaje mi więc tylko spuścić na chwilę głowę i podnosząc ją pogratulować Platformie Obywatelskiej oraz wyrazić nadzieję, że obiecany cud się ziści.
W każdym razie trzymam za słowo i zaciskam kciuki.

Sam wracam teraz do pisania i do pierwszej mojej notatki tutaj, bo mam zamiar na początek trochę poznęcać się nad Patriotą Romanem Giertychem i kolejnym wesołkiem Korwinem Mikke zresztą też.
W dalszej kolejności wrócę na pewno do PO, bo w sumie po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że fajnie jest być “felietonistą” w ogóle, a co dopiero może nie “anty”, ale również nie “pro” rządowym na pewno też.

Uważajcie więc, bo rozkręcam się :-)

Sza, cicho sza, czas na ciszę. [2007-10-20, 07:42:27]

październik 20, 2007

Sza, cicho sza czas na ciszę,
Już oddech jej coraz bliżej,
Tego naprawdę Ci brak,
Ona jedna prawdziwy ma smak,
Cisza jak ta.

To oczywiście początek piosenki Budki Suflera i gdyby nie to, że Krzysztof Cugowski pochodzi z tego samego Lublina, gdzie aktywnie działa pewien polityk… Stop. Gdyby nie to, że jego maniera śpiewania drażni mnie równie mocno, jak głos takiej jednej posłanki… Stop. Gdyby nie to, że mnie się wszystko z dupą kojarzy, to niemiałbym problemów z dzisiejszą notatką!
Musiałem to z siebie wyrzucić i już mi lepiej.
Kto w ogóle wymyślił ciszę wyborczą? Salon24 jest przede wszystkim miejscem na blogi polityczne i w sumie mógłbym zabawić się w pieniacza i domagać się rekompensaty za straty moralne wynikłe z niemożliwości pisania dzisiaj o naszych drogich przedstawicielach organizacji pobierających z budżetu dotacje na swoją działalność.
Pamiętam bowiem te pełne oburzenia głosy, że podczas żałoby narodowej nie można sobie żadnej komedii w kinie zobaczyć. A ponieważ dla mnie polska scena polityczna jest równie zabawna, jak dla inteligentów „Świat według Kiepskich”, to porównanie ciszy wyborczej do żałoby narodowej wydaj mi się całkiem adekwatne.

Dlatego też, stosownie rzecz jasna cicho, pytam dzisiaj Szanownych Ustawodawców:

Kto umarł, że nie mogę teraz głośno się pośmiać z wąsa jednego
z parlamentarzystów?

Dlaczego nie zagłosuję na PO - powody na serio i te trochę mniej. [2007-10-19, 06:02:05]

październik 19, 2007

Kampania wyborcza dobiega końca, czas już najwyższy na podsumowania. Poniżej przedstawiam swoje przemyślenia, których efektem jest to, że na pewno nie zagłosuję na Platformę Obywatelską.

Chciałem też jasno zaznaczyć, że są to moje bardzo subiektywne i często tylko złośliwie-idiotyczne opinie.To na wypadek, gdyby ktoś chciał z nimi jakoś przesadnie racjonalnie polemizować.

Jestem świadomy również tego, że w wielu sprawach mogę się mylić, ale na ten moment tak właśnie wyglądają moje prywatne wnioski powodujące, że nie udzielę poparcia partii Donalda Tuska.

Mam w końcu do dowolnych konkluzji prawo, bo również do mnie adresowana była ta cała medialna szopka i to także ja miałem łyknąć bez znieczulenia wszystkie bzdety, którymi spin doktorzy każdej ze stron namiętnie karmili wyborców.
A mnie po prostu sztabowccy PO nie oczarowali, nie płakałem wraz z posłanką Sawicką.

I jeszcze ostatnia rzecz. Jest dla mnie oczywiste, że Szanowni Kandydaci nie mieliby nic przeciwko temu, żeby zagłosować na ich partie na przykład tylko z tego powodu, że jeden z przywódców jest wyższy i nie mlaska lub też wyraźnie wymawia “er”.
Jest więc chyba naturalne i nie powinno też nikogo dziwić, że z przyczyn równie jak np. śmieszny wąs Komorowskiego błahych, można na nich nie zagłosować.
No nie?

Podkreślę jeszcze raz, że chociaż wymieniam powody w punktach, to jest to bardziej zbiór luźnych i nie zawsze poważnych „przemyśleń”, niż spis ułożonych według ważności rzeczowych argumentów. To tylko mój blog. Nic więcej.

Dlaczego nie zagłosuję na PO -powody na serio i te trochę mniej.

1. Gdy po poprzednich wyborach nie przyłączyłem się do chóru opowiadaczy kawałów o kaczkach, dowiedziałem się, że jestem słuchaczem Radia Maryja, moherem, niewykształconym i biednym głupkiem z wioski, prostakiem.

2. Donald Tusk obraża moją wioskową inteligencję starając mi się wmówić, że PiS wolało koalicję z Samoobroną niż z PO.

3. Jeżeli wygra Platforma, to przez minimum rok (a stawiam, że będą to przynajmniej dwa lata lub więcej), całą swą miałkość programową i niekompetencje wynikającą z posiadania władzy dla niej samej, będzie tłumaczyć bałaganem zastanym po rządach Kaczyńskich.
Nie chcę zmarnowanych dla satysfakcji Donalda i jego bezideowych klakierów lat.

4. Nie mam wątpliwości, że PO jest gotowa rządzić z LiD.

5. Przekonałem się, że elektorat PO to w większości “Antypis” i gdyby pozbawić go możliwości zagłosowania na partię Donalda, byłby gotowy poprzeć LiD. Śmieszy mnie to bardzo, bo jedna z tych partii deklaruje się jako prawicowa, a druga wręcz odwrotnie.

6. Klaka Donalda Tuska wydzierała się podczas debaty.

7. Pamiętam Hannę Gronkiewicz-Waltz z wyborów prezydenckich w 1995 roku i aurę nieomal świętości, którą wokół siebie roztaczała.
Teraz zmieniła image i nie tyle mnie to mierzi, co raczej dobrze pokazuje jej koniunkturalną obłudę. A jest członkinią PO.

8. Boję się ludzi, którzy uczą się na pamięć cen jabłek i innych kartofli.

9. Platformę współzakładał Olechowski, o którym wiem tylko tyle, że był agentem w czasach PRL i nie mam bladego pojęcia, co teraz porabia.

10. Pamiętam nadany dawno temu przed wyborami dwuodcinkowy film „dokumentalny” szkalujący partię braci Kaczyńskich.
Nie jego treść, ale to, że został puszczony w kolejne niedziele około dwudziestej, kazało mi powziąć przypuszczenie, że bliźniacy są bardzo niewygodni.
Nie przypominam bowiem sobie, by niedzielny wieczór był tradycyjnym czasem nadawania tego typu programów przez TVP. A PO konsekwentnie atakuje PiS.

11. Niesiołowski urodził się w Kałęczewie, a nie dość, że nazwa ta brzydko mi się kojarzy, to nawet nie wiem gdzie to jest.

12. Monika Olejnik już nawet nie udaje obiektywizmu. O Żakowskich i innych Wołkach nawet nie wspominam.

13. Donald Tusk miał idiotyczną fryzurę i w ogóle kiepsko, bo chyba zbyt naturalnie, wypadł w filmie „Nocna Zmiana”.

14. Nie wierzę, że PO jest partią konserwatywno-liberalną lub chociaż tylko prawicową.

15. Janusz Palikot.

16. Faktyczni oraz zadeklarowani czytelnicy GW zagłosują na LiD lub PO.

17. Pomijając drobne buzi-buzi, Kwaśniewski ośmieszył Tuska podczas debaty.

18. Żyjemy w smutnym kraju, jeżeli okazuje się, że jako jedyna alternatywa dla PiS wymieniane są jednym tchem PO i LiD. Nie chcę ich.

19. Osoby pokroju Sławomira Nowaka starają mi się mówić, kto powinien być dla mnie autorytetem.

20. Chciałbym prywatyzacji szpitali, ale wolę by nie zrobiła tego faktycznie dowolna inna partia, niż po swojemu PO.

21. Drogi Bronisław, ale ten drugi, na literę „K”, ma wygląd sanatoryjnego bawidamka.

22. To Donald Tusk zasługuje na cud. Wyborczy. Ja chciałbym, by Polska rozwijała się bez platformianego hokus-pokus.

23. Wolę być nazywany moherowym beretem, niż w towarzystwie poklepujących się wzajemnie po plecach POLiDruków być autentycznym wykształciuchem.

To chyba tyle na ten moment, bo i tak wyszło tego całkiem sporo, a już mi się nie chce.
Podsumowując więc krótko, pozwolę sobie tylko sparafrazować legendarne już słowa niejakiego Czabana:
Panowie z PO, mnie nie ułagodzicie swoim słodkim […].
Bo ja po prostu i najzwyczajniej w świecie wam Platformersi nie wierzę.

PS Na LiD nie zagłosuje z przyczyn chyba oczywistych.
Prośba o uzasadnienia tego, to jak domaganie się wyjaśnień od faceta, który na potańcówce woli siedzieć i gapić się w ścianę niż tańczyć tango z łatwą i adorowaną przez całe podpite towarzystwo, ale jednak najbrzydszą na sali kobietą.

Płyńcie łzy moje, rzekł Stefan. [2007-10-18, 08:27:54]

październik 18, 2007

Nie mam pojęcia, kto jest autorem poniższego aforyzmu, ale gdy na potrzeby dzisiejszej notatki googlałem sobie za mądrościami o płaczących kobietach, trafiłem na niego na stronie Pana Adama Kuczy. Brzmi następująco: „Kiedy pies śpi, żyd przysięga, pijany się modli, a białogłowa płacze, rzadko wierzyć trzeba.”
Już miałem użyć go w moim blogu, gdy uświadomiłem sobie, że czego jak czego, ale oskarżenia o antysemityzm nie potrzebuję.

Bawiłem się więc google dalej. Tak trafiłem na aforyzm Maoryjski (cokolwiek to znaczy). Idzie tak: „Kobieta i kraj gubią mężczyznę. Od kobiet z płaczem drących szaty i od fal morskich nie wyglądajmy spokoju.” Już lepiej, ale nadal nie o to mi chodziło. Kontynuuję szukanie . Etienne Rey: „Gdy kobieta płacze nigdy nie wiadomo, czy jej to pomaga, czy szkodzi.”. Słabe. George Bernard Shaw: „Dla kobiety jedyne naprawdę wygodne miejsce do płaczu to pierś mężczyzny.” Ździebko erotyczne, ale od biedy ujdzie. „Kobieta śmieje się kiedy może, płacze kiedy chce.” Pretensjonalne. Dalej. Emil Cioran „Nabrała zwyczaju do płaczu; odtąd wszystko się jej udawało.” Miałkie. Oscar Wild: „Płacz jest ucieczką dla brzydkich, a zgubą dla ładnych kobiet.” Niby może być, ale mamy kampanię i ze względu na przeciętne walory wizualne dziewicy peowiańskiej mogłoby sugerować, że ta chce uciec pod osłoną immunitetu. Odpada. Dalej…

Przyznaję, że znudziłem się już szukaniem. Ciągle nic i nic…Wreszcie jest! Autor nieznany, aforyzm tej treści: „Kobieta lubi, kiedy mężczyzna płacze, bo to dowód na to, że ma serce…” Wzruszające i piękne, chociaż nie na temat. Mogę jednak w końcu przejść do pointy. Naciąganej wprawdzie i z zupełnie innej beczki, ale zawsze. Do rzeczy:

Czy Senator Niesiołowski ucałował już ziemię helską, po której stąpała posłanka Sawicka?

 

 

Czy POkemony śnią o dużych owcach? [2007-10-17, 06:07:42]

październik 17, 2007

Dzisiaj zamiast notatki dwie definicje, które łącznie nie do końca są słownikowe.

fagas
1. pogard. «o człowieku wysługującym się komuś»
2. pogard. «o kochanku»
3. «duża owca»
4. daw. «służący»

Stefan
1. pogard. «o człowieku muchołapie»
2. pogard. «o członku. PO»
3. «biolog owadów wodnych»
4. daw. «członek ZChN»