Wesoły Romek, co miał w rządzie stołek. [2007-09-04, 08:18:30]

Pamiętam z wykładów historii mojego profesora opowiadającego o Jędrzeju Giertychu i Zygmuncie Balickim. Z jego słów wynikało, że ten pierwszy był najdelikatniej rzecz ujmując mniej sprawny intelektualnie od Balickiego.
Przypomniało sobie o tym, gdy zobaczyłem potomka historycznego rodu Romana podczas zorganizowanego naprędce pod Kancelarią Premiera biało-czerwonego flash moba. W uniesieniu śpiewał hymn Polski, a ja pomyślałem, że Giertych to nie Mandaryna i trzeba też umieć przegrywać. Wesoły Romek zupełnie zapomniał, że nigdy nie był ulubieńcem mediów i chociażby nie wiem jak gorliwie przyłączał się do chóru opowiadaczy kawałów o kaczkach, to startuje z bardzo niskiego poziomu publicznego uwielbienia i serdeczne poklepywanie po plecach, które zbiera od niedawnych oponentów, wbijają go raczej jeszcze głębiej pod poziom zero, niż podrywają do lotu. Naprawdę szkoda, że tego nie dostrzega. Moim zdaniem gubi go zbytnia ambicja. Roman jak koń uparty wypychał do przodu chrapy, rżąc przy tym co najmniej, jak gdyby miał coś ponad pogląd o spisie lektur dla pierwszoklasistów do powiedzenia. Chrapał, chlapał i się dochrapał. Szansa stania w pierwszym szeregu, którą otrzymał od braci Kaczyńskich już raczej się nie powtórzy. Został mu już chyba tylko Wierzejski – Olejniczak w wersji dla skinhedów.
Z ciekawością będę obserwował, jak daleko wraz z nim zajedzie.


About this entry