Archive for wrzesień, 2007

Palikan Łowicz i Młodzi Kombatanci. [2007-09-21, 08:21:17]

wrzesień 21, 2007

Wczoraj było śmiesznie. Leszek Miller postanowił wystartować z listy Samoobrony. Kibicuje mu zupełnie szczerze, bo każdy głos oddany dla niego, jest głosem zabranym przede wszystkim LiD, ale też i PO.
Tak więc mam nadzieję, że Widzew Łódź ma (chociaż założenie to jest samo w sobie dość karkołomne) więcej potrafiących czytać i pisać kibiców niż Pelikan Łowicz i ci zmobilizują się i na Samoobronę zagłosują. Biorąc pod uwagę, że konkurentem dla Millera będzie miałki jak Donald Olejniczak, szanse ma naprawdę spore. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, miło jest oglądać spektakl, gdzie męty gryzą się między sobą. I jeżeli jeszcze Oleksy wystartuje z listy Samoobrony, to szane, że po wyborach cała ta hałastra odejdzie w polityczny niebyt są naprawdę spore. Trzymajmy więc kciuki za Millera i Samoobronę oraz za Partię Kobiet. Ta w końcu też LiD i PO kilka głosów zabierze.

Z zupełnie innej beczki. Nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo uwadze wszystkich umknęła totalna degrengolada Platformy. Bo przecież niemożliwym jest, żeby jakaś normalna, pewna swojej pozycji partia tyle czasu poświęcała bredniom o atakach policji na swoich wolontariuszy. Nie wnikam zupełnie w to, czy jest to prawda czy nie. To nieistotne. Nie mogę pojąć, jak można trąbić o tym w kółko w pompatycznym tonie. Czy oni naprawdę wierzą w to, że zdobędą na takiej retoryce jakieś dodatkowe głosy? Przecież gadanie o politycznym kontekście przesłuchań wolontariuszy wzruszać może tylko samych wolontariuszy, bo na pewno nie potencjalnych wyborców. Szczerze podziwiam upór z jakim Donald popełnia polityczne seppuku.
Ciekawe, czy po wyborach dojdzie do przetasowań i przyzwyczajony do miałkich liderów LiD z przegranym Olejniczakiem na czele, przygarnie przegranego Tuska. Mnie wcale by nie zdziwiło, gdyby zaczął szefować tej partii.
W końcu nie od wczoraj wiadomo, że taki z niego konserwatywny-liberał, jak z koziej dupy instrument dęty blaszany.

PS Z ostatniej chwili: “Józek. Nie rób tego. Miej szacunek dla samego siebie.” [Ryszard Kalisz w TOK FM]

Co ma serek do serialu, czyli czy Holland jak Hochland wywołuje mdłości? [2007-09-20, 08:27:24]

wrzesień 20, 2007

Gdybym co dzień rano bułkę maślaną zapijał kawą nad gazety plamą, wiedziałbym pewnie co mam robić.
Czasy jednak się zmieniły, gazetę zastąpił laptop z dostępem do Internetu i to nad jego świetlistą plamą zapijam kawą kanapkę z serem. I jest mi niedobrze tak, że naprawdę z przyjemnością rzuciłbym szklanką o ścianę i poszedł w cholerę.
Przyczyną mojego złego samopoczucia jest serek Hochland, który nieopatrznie kupiłem i właśnie skonsumowałem. Już sam fakt, że musiałem wyciągać plasterek z foliowego kondoma, powinien zapalić lampki ostrzegawcze w mojej głowie. Ja jednak zignorowałem wszelkie sygnały, w tym także zapach - prawie identyczny z naturalnym.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest, że gdy wybierałem ten produkt, w głowie brzęczał mi tekst: “To jest pyszne!” i to on pewnie przesądził o zakupie paskudztwa. Tak więc w sumie sam jestem sobie winien, bo moja umysłowość dziecka poddała się skierowanej do wczesnych nastolatków reklamie. Chyba nie zostanę już psycholożką.
Zdarzenie to przypomniało mi to niedawną rozmowę z kolegą z wielkiego miasta i z wyższym wykształceniem. Tym samym, który nie interesuje się polityką i nie wie jeszcze co wybrać - LiD czy PO. Zachwycał się serialem “Ekipa”. Tłumaczył mi z przejęciem, że analogie do obecnej sytuacji politycznej w Polsce są tam tak widoczne, że aż przerażające. Prze-ra-ża -ją-ce! - podkreślił.
Ja widziałem tylko zapowiedzi serialu i dzięki temu wiem, że występują w nim skinheadzi we flayersach krzyczący „Polska dla Polaków” oraz politycy, którzy nie krzyczą, ale gdyby mogli, to pewnie by to robili. Domyślam się, że ci pierwsi są źli, a
drudzy dobrzy - oczywiście pod warunkiem, że nie popierają tych pierwszych.
Jednym słowem Polska w pigułce by Agnieszka Holland.
Że jest to reżyserka wybitna nie omieszkał mnie również poinformować kolega.
Nie zaprzeczałem, bo nie mniej niż Kutz czy Zanussi jest mi to nazwisko znane. Tak więc nie mam żadnych wątpliwości, że produkcja jest to genialna i chociażby z tego powodu wypadałoby się z serialem tym zapoznać. Bo nie może być tak, że tak przenikliwa i aktualna analiza i pod moją nie trafiła prostą strzechę.
Mam jednak wątpliwości.
Mądrzejszy o doświadczanie z serkiem i wiem, że chociaż w głowie kołacze mi myśl: „To jest pyszne!”, to na jej podszeptach nie zawsze dobrze jest polegać. Bezpieczniej dla mnie jest unikać produktów na “H” i kończących się na “land”.

Czy Rysio Lubicz zjednoczy lewicoprawicę? [2007-09-19, 08:43:32]

wrzesień 19, 2007

Gdy dorośniemy do demokracji i PO wygra wybory, w niebyt odejdzie dwóch gnomów, a nad Ojczyzną naszą znów zaświeci słońce. Kim są owe gnomy wyjaśnił wczoraj Andrzej Celiński i jeżeli ktoś pomyślał o duecie Kalisz-Niesiołowski, to nie ma racji.
W sumie to chyba mnie coś się pomyliło, bo Celiński to SDPL albo LiD (nie pamiętam dokładnie), a ja we wstępie piszę o zwycięstwie PO, którego prawicowym oponentom lewicowy przecież Celińśki na pewno nie życzy.
Jestem już jednak dużym chłopcem i wiem, że nawet najwybitniejsze tuzy intelektu nie twierdzą, że LiD wygra wybory. Wprawdzie przed chwilą mówił coś takiego w TOK FM Olejniczak, ale przecież ja o tuzach pisałem właśnie.
Tak się dodatkowo szczęśliwie składa, że ludzi rozumnych mamy dostatek. Oczywiście nie w PiSie, bo to partia ludzi słabo wykształconych, z małych wsi i miasteczek, ledwie wiążących koniec z końcem; ale w takim PO na pewno jest ich co najmniej czterech, w tym Niesiołowski. Skoro więc LiD wie, że nie wygra wyborów, wie to też Platforma. Ta ostatnia ma też dodatkowo świadomość, że nawet gdy wygra nie będzie mogła rządzić samodzielnie. Czego więc może sobie życzyć Celiński, jak nie zwycięstwa partii Donalda i z nią koalicji? Ale jaka koalicja, kiedy jedni prawica, tamci lewica, oni kapitał, tamci proletariat, tamci trele, oni morele itd.? No właśnie. Gdzie sens, gdzie logika? Bez ogólnej teorii wszystkiego nie sposób tego wyjaśnić Może więc po prostu PO nie jest wcale taka prawicowa tudzież lewicowcy i demokraci nie są znowu tacy lewicowi? Prawdopodobne, ale czy najbardziej? Czy w kontekście przyszłej koalicji nie rozsądniej po prostu założyć, że obydwie te partie są najzwyczajniej nijakie?
Całe szczęście, że pod dowództwem gdańskiego Rysia Lubicza polskiej sceny politycznej, sojusz ten pozostanie w niebycie.

Pełnoletnie kobiety są solą demokracji. [2007-09-18, 08:07:45]

wrzesień 19, 2007

Podobnie jak statystyczna większość pełnoletnich Polaków posiadam telefon komórkowy oraz małżonkę. Gadgety te niewiele się różnią od siebie poza tym, że ten pierwszy jest niezbędny w dzisiejszym świecie. Oba generują koszty, a gama usług, które mają w standardowym abonamencie jest dość oklepana i ma tę cechę wspólną, że nie jest łatwo jest ją zmodyfikować. Niewątpliwie jednak komórka ma mniej natarczywe dzwonki i wymiana jej na nową nie jest tak kłopotliwa.
Zalet standardowej kobiety z obrączką nie będę tu wymieniał. Skupię się tylko na jednej, istotnej w związku ze zbliżającymi się wyborami. Chodzi mi mianowicie o pełnoletniość statystycznej małżonki. Pełnoletniość ta pozwala jej brać udział wielkim święcie demokracji, jakim są ponoć wybory. Tak się szczęśliwie składa, że moja małżonka zupełnie nie docenia dobrodziejstwa jakim uraczyły ją sufrażystki. Jej stosunek do wybierania obsady na wiejskiej jest najdelikatniej rzecz ujmując ambiwalentny.
Tutaj jednak wkraczam ja, brutalnie egzekwując obowiązek małżeński i zmuszając kobietę tę do pofatygowania się do (jakkolwiek brutalnie to zabrzmi) urny. Na szczęście hipermarkety w niedziele nadal są otwarte i nie wymaga to przesadnych wygibasów perswazyjnych; swobodnie więc można połączyć przyjemne z pożytecznym. Ale najpierw w lokalu komisji tête-à-tête za zasłonką. Tam mój głos dzieli się na dwa.
Ostatnio odkryłem, że podobny stosunek do wyborów ma osiemdziesięciodwuletnia ciotka małżonki. Wystarczy tylko wynieść ją z mieszkania, zawieść do punktu wyborczego, postawić krzyżyk i wnieść z powrotem. Trochę gimnastyki oraz mniej estetyczne tête-à-tête za zasłonką i mam już głos numer trzy.
Podsumowując: Przyznaję szczerze, że nie wiem czy moje postępowanie jest moralne, ale nie czuję żadnych wyrzutów sumienia z tym związanych. Zastanawiam się tylko, jak wykorzystać potrójną szansę wpłynięcia na losy narodu. Oddać dwa głosy na LPR i jeden na PiS? A może odwrotnie?
Wszystkie propozycje mile widziane.

Roztocza Prawdy, czyli saprofity w służbie wiadomych sił niewiadomego Układu. Vol. Ajnc. [2007-09-17, 07:49:32]

wrzesień 19, 2007

20 października 2007. Godzina 23:59:11. Sobota.

TWN24.

Przerywamy program, by połączyć się z nadmorskim mieszkaniem Donalda Tóka. Tam przed chwilą wydarzyły się mrożące krew w żyłach sceny. Jak udało nam się już ustalić, przebrany za Stefana Nisiolofskiego, względnie muchę, jak twierdzą niektórzy świadkowie; bliżej nieznany osobnik w średnim wieku zaatakował przywódcę Pelo. Na szczęście byli tam również reporterzy TWN24 i obezwładnili napastnika.

- Tomku, Tomku! Słyszysz mnie? Bo ja cię już widzę. Strasznie się zasapałeś.

- Witam. Tak, to było okropne. Jeszcze cały drżę z emocji i z trudem łapię oddech. Nie chcę nawet myśleć, co mogłoby się stać, gdybyśmy przypadkiem nie szli tamtędy na reportaż o ludziach, którzy nie mogąc zasnąć obserwują przez lornetkę niebo. Zrządzeniem losu jeden z tych pozytywnych dziwaków ulokował się na dachu tego samego budynku, gdzie dosłownie przed chwilą doszło do brutalnego napadu. Domu w którym mieszka Donald. To jest Pan Tók, przywódca Pelo.

- Czy to ten dziwny człowiek zaatakował?

- Nie, skąd! On jest cały czas na dachu. Szliśmy właśnie do niego, gdy usłyszeliśmy głośne “Hilfe, banditen!” dobiegające gdzieś z boku. Mieliśmy szczęście, bo Andrzej zna języki i nie namyślając się długo złapał mnie w pół i wyważył moim masywnym ciałem drzwi. Te są solidne i udało mu się to tylko dzięki temu, że nie przestrzegałem ortodoksyjnie diety. He, He. Ehm, przepraszam. To jest dlatego jestem tak zdyszany i potargany.

- Co zobaczyliście wewnątrz?

- Cały pokój był w nieładzie. Rozrzucone ubrania, potargane tapety, niedojedzona golonka i zwietrzałe piwo na stole. Ktoś próbował wynieść dywan w który zawinięty był jak się później okazało, sam przewodniczący. Gdy napastnik nas zobaczył, upuścił pakunek i chciał zbiec przez okno. To na szczęście jest kuloodporne i tylko rozwalił sobie nos. Podobnie jak skrępowana dywanem, zdana na pastwę bestii ofiara…

- Jak się teraz czuje sam poszkodowany?

- Szczęśliwie pod blokiem stał ambulans i straż pożarna, tak więc sanitariusze mogli wejść szybko po drabinie i udzielić pierwszej pomocy. Oddam jednak lepiej głos lekarzowi Gie, który właśnie zakończył reanimację.

[Lekarz Gie. Ma na szyi stetoskop, do klapy fraka przyklejone serduszko Wielkiej Orkiestry]
- Witam Państwa. Krwawienie z nosa udało się zatamować i stan pacjenta jest stabilny. Napadnięty wprawdzie nawdychał się morderczych roztoczy, ale mam nadzieję, że zakrzepła krew ograniczyła penetrację wziewną i nie odbije się to znacząco na jego zdrowiu. Za chwile znajdzie się na obserwacji w szpitalu.

- A więc były i roztocza…

- Tak. Też na to zwróciłem uwagę. Ale oddam lepiej głos Jurkowi Dzifulskiemu, który jest z nami, gdyż akurat ta ulica jest jego ulubionym miejscem nocnych spacerów. Szedł sobie spokojnie gdy nagle zobaczył człowieka (jak twierdzi muchę) skradającego się chodnikiem z dywanem na ramieniu. Wydało mu się to bardzo podejrzane, bo człowiek ów nie miał przy sobie trzepaczki! Tak jak ma zwyczaju nie namyślał się długo i od razu ruszył za nim. Poproszę go do mikrofonu. Jurek, Jurek, przestań drażnić na chwilę psa i podejdź do nas.

[W kadrze pojawia się Jerzy Dzifulski. Ma na sobie obcisłą koszulkę z psem Goofym i jeansowe ogrodniczki. Z kieszeni sterczą mu potężnego kalibru rewolwery. Przepasany jest amunicją do kałasznikowa, z kącika ust zwisa mu wykałaczka. Oczy zakrywają okulary lustrzanki]
- Witam Państwa. Co za noc! Jak na Okęciu w… Nieważne kiedy. Do rzeczy! Tylko spokój może nas uratować! Zbadałem sprawę i wiem, że zamachowiec znając zamiłowanie do higieny pana Tóka przyniósł swój własny, nietrzepany od Wielkanocy dywan. Wyjątkowa perfidia i bezczelność. Nie ma już wątpliwości, że zamach był starannie zaplanowany!

- Tak, to podły i przebiegły typ. Czy coś już wiadomo na temat jego tożsamości?

- Nie udało się na razie jej ustalić. Nosi na twarzy maskę, która przykleiła się do zakrzepłej na twarzy krwi z nosa i nie sposób jej zerwać.

Najazd kamery na szamocącego się, próbującego się wyrwać z rąk brygady antyterrorystycznej człowieka. Nagle z kieszeni wypada mu sztuczny penis, pistolet i opróżniona do połowy butelka Żołądkowej Gorzkiej. Wtedy wyrosła jak spod ziemi red. Poganke z okrzykiem „Cała prawda! Całą dobę!” ostrym szarpnięciem zrywa mu maskę. Zbliżenie kamery na twarz delikwenta.
To Janusz Pe! Patrzy bezradnie, śmiesznie mrugając oczami. Wszyscy zamierają. Słychać głośne: „Och!” Obraz się rwie.

- Halo, halo! Tomek. Słyszysz mnie? Przepraszam państwa, mamy problemy z łącznością. Tomek? Tak, słyszę cię. Niestety nie widzę.

Głos tomka z offu.
To straszne. Kto by się tego spodziewał? W mieszkaniu podejrzanego są już nasi ludzie. Zabezpieczono komputer. Poza kolekcją zdjęć z hucznie obchodzonych w restauracji Mcdonald urodzin, udało nam się przechwycić niepodpisaną wprawdzie, ale jednak deklarację wstąpienia do Prawa i Sprawiedliwości…

Halo? Znów straciłem łączność. Halo? Dziękujemy Ci na razie Tomku. Za chwilę wrócimy do tych mrożących krew w żyłach zdarzeń. Połączymy się też z leczącym w sanatorium górne drogi oddechowe Janem Marią.
A teraz czas na przerwę reklamową. Po niej nadamy krótki reportaż pt. „Roztocza. Cisi i bezlitośni mordercy.” oraz dokument „Litwinienko. Czy aby na pewno polon?”. Zostańcie z nami. Zapraszamy.

KONIEC

Czy Jan Borysewicz jest przemokniętym kapiszonem? [2007-09-16, 09:20:11]

wrzesień 19, 2007

Jak właśnie się dowiedziałem, obchodzimy dzisiaj Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu. Ponieważ czuję się częścią tej masy środków, postanowiłem podzielić się z Wami radosną nowiną na blogu. Wprawdzie niespecjalnie wiem, co może ze święta tego wynikać, ale to nieistotne. Każda okazja do zabawy jest dobra.
Nie wiem też czego sobota była świętem, ale może warto ustanowić ją dniem Najważniejszego Przemówienia w Polsce po Tysiąc Dziewięćset Osiemdziesiątym Dziewiątym Roku? Dlaczego? Bo taką mniej więcej opinię na temat tego, co raczył rzec wczoraj Wielebny Donald, usłyszałem w ToK FM lub TVN24.
W ogóle wczoraj było nie tylko ważnie, ale też sielsko i radośnie. Nie mogłem wprost oderwać oczu od telewizora i przez moment szczerze nawet żałowałem, że nie jestem rolnikiem, tak mi się spodobały traktory. Naprawdę fajnie, że żyjemy w kraju młodej demokracji zagrożonej przez totalitarne rządy Kaczorów. I gdyby nie to, że nie dorosłem jeszcze moralnie i intelektualnie do głosowania na PO lub LiD, co objawia się między innymi tym, że zajęty odkurzaniem nie słuchałem przemówień z pełną powagą, to po sobotnich konwentach byłbym już pewnie na tip-top do Donalda lub Niewierzejskiego Wojtka z LiD przekonany. Serio. Tak mi się wydaje.
Natomiast prawie bez wątpliwości przekonanym już jest mój kolega. Jak sam twierdzi, polityka go nie interesuje. I jest to szczera prawda w którą bez zastrzeżeń wierzę. Kolega jednak ma telewizor i w poprzednich wyborach głosował na SLD albo na PO, w tej chwili nie potrafi przypomnieć sobie szczegółów. Ważne, że o 21 października pamięta i dla odmiany zagłosuje na LiD albo PO. Na ten moment dokładnie wprawdzie nie wie, bo ma permanentnego kaca lub właśnie nad nim pracuje, ale zapewnia, że gdy tylko dojdzie do siebie, solidnie się nad tym zastanowi. Wierzę mu i cenię go między innymi za szczerość i konsekwencję.
Wspomniane wyżej zwierze to polityczne zadzwoniło wczoraj do mnie z sensacyjną wiadomością, którą jako pointe Światowego Dnia Środków Społecznego przekazu przytaczam: “Słyszałeś?! Borysewicz z Lady Pank wstąpił do peo! A ten kurdupel nazwał go przemokniętym kapiszonem!”.

PS Roboczy tytuł jutrzejszej notatki to: “Saprofity. Cisi i bezlitośni mordercy.”
Jeżeli wreszcie ją napiszę, zapraszam do czytania.

Fanzin Korwina vs Detektyw. [2007-09-15, 09:24:01]

wrzesień 19, 2007

Byłem kiedyś stałym czytelnikiem fanzinu Korwina Mikke, znanego czytelnikom pod tytułem Najwyższy Czas!. Pamiętam jeszcze, gdy wychodził w formacie dziennika i niespecjalnie wiedziałem co to w ogóle jest. Kupował go kolega z uczelni i z czasem wciągnąłem się na tyle, że zacząłem głosować na UPR. Lata biegły. Zmienił się format i szata graficzna pisma, cała reszta pozostała be zmian. To znaczy JKM śmieszył, bawił, pouczał i regularnie przegrywał wybory. A ja ze stałego czytelnika zamieniłem się w okazjonalnego, z klapy noszonej od święta marynarki wypiąłem flagę UPR. Teraz Korwin wraca i mam dylemat, bo pokusa by znowu na niego zagłosować jest silna. Na szczęście do wyborów został jeszcze czas.
W związku z tymi wydarzeniami postanowiłem sięgnąć ponownie po Najwyższy Czas! Zalegał w kiosku i kosztował 5 złotych. Obok niego za pięćdziesiąt groszy złotych dwa, leżał miesięcznik Detektyw. Ten to dopiero wywołał wspomnienia. Wyglądał identycznie jak 20 lat temu, gdy kolega z podstawówki przynosił go do szkoły! Te same kiczowate obrazki, format, papier. Niezmienna treść. Detektyw jest naprawdę fenomenem i ktoś powinien się pokusić o jakiś doktorat na jego temat.
O tym wszystkim myślałem porównując obydwie tandetne okładki, a ponieważ mam aspirację, by dołączyć do grona osób mniej wykształconych, statystycznych mieszkańców małych miasteczek i wsi, wybrałem Detektywa. Nie wiem czy żałuję, bo zostawiłem go przez roztargnienie w supermarkecie. Ale jedno jest pewne: Dwa pięćdziesiąt zostało w mojej kieszeni. A Korwin i jego fanzin? Ważne, że też jest.

PS Na poniedziałek przygotowałem chyba fajny tekst. Tak więc z góry zapraszam.

Zgrzytanie i Skrzeczenie zabijają natchnienie. [2007-09-14, 09:59:38]

wrzesień 19, 2007

Tydzień temu pisałem, że z powodu korków nie dane mi było wysłuchać natchnieniotwórczego głosu redaktora Żakowskiego. Jego mlaskanie i sapanie do mikrofonu działają na mnie pobudzająco i miałem nadzieję, że wreszcie dzisiaj dane mi będzie zaczerpnąć z tembru głosu jego troszkę natchnienia. Dlatego też o stosownej porze, umyty i najedzony, w skupieniu zasiadłem przed radioodbiornikiem pewien, że wena nadejdzie i napiszę coś stawnego. Niestety niezastąpionego Jacka nie było. Była wprawdzie nie mniej niezastąpiona Pani Janina, ale zgodzicie się chyba ze mną, że zgrzytanie i skrzeczenie, to nie to samo co mlaskanie i sapanie. Jest to coś zgoła innego. A na to mój zmysł słuchu nie był stosownie przygotowany.
Tak więc znowu nici z notatki, na której tak bardzo mi zależało. Jest to tym bardziej smutne, że z dobrze poinformowanego źródła wiem, że mam już dwóch stałych czytelników: Dobrze Poinformowane Źródło i siebie. Proszę ich o wybaczenie.

PS Żeby jednak nie było. Poniżej moja odpowiedź na zadanie w Okienku Redaktora pytanie: “Jak Wam się podoba kampania wyborcza?”

“Mnie nie do końca się podoba, bo brakuje skandali. Takich wielkich, rozgrzewających do czerwoności tłumy. Jak Taśmy Prawdy. To było wzruszające, gdy przy tej okazji w środku nocy wyrwani ze snu, stojący ręka w rękę, Donald i Jan Maria mówili coś do kamer. Zapewne o zamachu na młoda polską demokrację. Było w tym tyle emocji i troski. Teraz tego nie ma. Sekielski schudł, a Morozowski nadal nosi modne pięć lat temu okulary. A przecież wcale nie jest lepiej, demokracja nadal jest zagrożona. Bo mówiąc szczerze, czy mamy gwarancje, że wreszcie do niej dorośliśmy i wybierzemy nie złych kaczorów, a emanację dobra, jaką niewątpliwie jest LiD czy PO? Czy uważnie i ze zrozumieniem słuchamy Pani Paradowskiej i Pana Żakowskiego? Czy wykorzystamy szansę stania się ludźmi prawidłowo wykształconymi?”

Papużka falista, listonosz i żubrzy tatko. [2007-09-11, 09:21:26]

wrzesień 19, 2007

Mój znajomy ma papużkę falistą*. Każdy, kto kiedykolwiek miał przyjemność posiadać ten gatunek ptaka, lub przynajmniej gościć u osoby papugę hodującej wie, że zwierze to ma zwyczaj (mówiąc najogólniej) drzeć ryja, względnie dziób. Dźwięku tego niewątpliwie nie można porównać ze śpiewem kanarka. O Cugowskim nie wspominając.
Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie jestem wrogiem papug. Szczególnie, że w odróżnieniu od psów na nie nie mam uczulenia. Od czasu do czasu nawet je lubię i nie zgadzam się z opinią legendy polskiego Usenetu, niejakiego Experta**, który stwierdził kiedyś, że nazywanie papugi zwierzęciem go razi. Ze mną nie jest jeszcze tak źle, ale skrzeku kolorowego ptaszka nie na dłuższą metę nie toleruję.
Zapewne Ci, którzy dotarli do tego miejsca zastanawiają się już po co o tym wszystkim piszę. Już wyjaśniam. Mianowicie wspomniany na początku znajomy opowiedział mi pewne zdarzenie, które z pozoru błahe, pozwoliło mi wyciągnąć, jak zwykle zbyt daleko idące i trywialne, ale jednak wnioski. Więc do rzeczy. Otóż znajomego odwiedził listonosz*** z przesyłką****. Zielony ptaszek siedział w tym czasie na lustrze i z wyraźną radością skrzeczał do swojego odbicia. Listonosz aż zaniemówił, a gdy odzyskał zdolność artykulacji stwierdził: „Ależ ona pięknie śpiewa. Mogę tak stać i słuchać.” Było to wyznanie szczere, bo chociaż pracownik poczty ma wyraźny problem z alkoholem, to jednak nie można odmówić mu osobistej uczciwości i prawdomówności. Najzwyczajniej w świecie skrzek ów mu się podobał! Coś co dla mnie jest zupełnie niezrozumiałe, stało się faktem.
Czas jednak najwyższy na obiecane banalne wnioski, bo wytrwały czytelnik może poczuć się już bardzo zmęczony: Otóż ludzie są różni i różne rzeczy im się podobają, a nam we własnym egocentryzmie trudno nawet spróbować ich zrozumieć. Patrzymy na wszystko z osobistej perspektywy, którą uważamy za jedynie słuszną i prawdziwą.
Przypomniałem sobie myśl tę bystrą, gdy słuchałem wczoraj wystąpienia powracającego na scenę polityczną wybitnego znawcę żubrów, niejakiego Cimoszewicza. Nie mogłem pojąć, że ktokolwiek jeszcze może chcieć go oglądać, o słuchaniu nawet nie wspominając. Wiem jednak, że znajdzie się sporo osób, które nie tylko czynią to z radością, to są wręcz gotowe na niego zagłosować. Byle tylko mieć go więcej i częściej. Są jak ten listonosz, a ja mądrzejszy o nowe doświadczenia nie staram się już tego zrozumieć. Po prostu przyjmuję do wiadomości, że niektórzy tak mają i już. I co najciekawsze, wcale nie potrzebują do tego alkoholu. Chyba kupię sobie papugę.
He, he.

* http://www.faliste.v-net.pl/images/ch3.jpg
** http://xox.pl/~zamsz/
*** http://zakupy.ibex.pl/data/Image/zwierzaki/list.jpg
**** http://img45.imageshack.us/img45/5038/low092cl.png

Hercliś Łilkomen Her Olek. [2007-09-10, 06:56:12]

wrzesień 19, 2007

Były prezydent Rzeczpospolitej Polskiej powrócił w wielkim stylu. Wiem, bo oglądam telewizje. Pomyślałem, że w związku z tą radosną nowiną wartą przejrzeć również internetowe serwisy plotkarskie, w końcu ole! ole! Olek! i jego Bezowa Małżonka koją serca gospodyń domowych nie gorzej niż promocje w biedronce i świętej pamięci Rołz Ofinglend. Tak więc przy tej szczególnej okazji, przynajmniej mały wywiadzik z Pierwszymy w tego typu portalu wydawałby się być czymś naturalnym i zrozumiałym. Udałem się więc na wirtualne poszukiwania.
Nie wiem, czy pora jest zbyt wczesna, czy też wielki kambek Prezia zaprząta na razie tylko rozpalone do czerwoności emocje czytelników GW i należy poczekać aż radość inteligencji przełoży ktoś na prostsze, zrozumiałe dla szerszego elektoratu kolorowe obrazki i niezłożone zdania; w każdym razie poza notką o Michale Wiśniewskim nie potrafiącym zachować się na pogrzebie, nawiązującą niewątpliwie w jakiś tam sposób do byłego Prezydenta, nie znalazłem w pierwszym z brzegu serwisie pudelek.pl nic ciekawego. Nawet o Oli ani słowa. Że np. tańczy i tańcem radość w świat niesie. No nic. Zero.
Nie jest to jeszcze powód do paniki i zwątpienia, ale na pewno sygnał ostrzegawczy dla pijarowców lidu. Bo skąd lud ma czerpać informacje o radosnej nowinie, gdy bliskie estetyce byłego Prezydenta serwisy tak fatalnie zawodzą?